Teraz będę was zamęczać wpisami:D
Jakoś tak mi nieswojo bez reżimu pracowego i wymyślam sobie projekty. Człowiek z domem jest ciągle zajęty, a z domem, ogrodem i dzieckiem to już w ogóle na okrągło. Żebym jeszcze tego poczucia, że nic nie robię nie miała;)
A zatem usuneliśmy tzw. decking czyli drewniane podest (?) z końca ogrodu – Mich chiał go naprawić, ale okazało się, że był całkiem przegniły.

M skopał mi ziemię i zasiałam trawę jakiś tydzień temu. I trawa rośnie:D Od trzech dni widać malutkie maciupkie traweczki, taki meszek właściwie – wychodzę trzy razy dziennie oglądać.
Chciałam wrzucić zdjęcia z dziś, ale mi się nie chcą ściągać:(