Święta. Umyłam tylko okna tym razem, ze wszystkim innym dałam sobie spokój. I tak na bieżąco sprzątamy, przesuwamy, wiercimy, przestawiamy, układamy, porządkujemy, sortujemy, wyrzucamy.
Święta jak zwykle dają trochę oddechu, tak nie za dużo, tak na dwa wieczory serialu obejrzanego bez wyrzutów sumienia, że trzeba sprawdzać eseje. Świętujemy wiosnę, która jakoś opornie w tym roku do nas przychodzi – od tygodnia temperatury koło 7 stopni w dzień i 3 w nocy, czyli zimno zimno zimno. Ale nadzieja jest, Irlandzkie dzieciaki się nie przejmują i biegają w podkoszulkach i legginsach po dworze. Bo wiosna przecież!
Planuję ogród. Na razie z przodu domu, przy płocie, koniecznie róże – ale pnące, poprowadzone poziomo, czy krzaki?
Tutaj widać kawałek tego płotku (i nasze dzieci, przy okazji, jak idą do sklepu;):

Widać, że trawnik też średnio zadbany, w planach kupno kosiarki, ale na sadzenie innych rzeczy niż róże się nie zdecydowałam, na razie oglądam, co rośnie u sąsiadów, którzy też mają podobny północny aspekt.
Mo szuka koleżanek. Są tu takie dwie dziewczynki, dużo starsze, bo siedmioletnie, Mo za nimi biega cała ucieszona, a one trochę się z nią bawią, trochę jej uciekają, trochę się z niej śmieją. Ona jeczcze tego nie rozumie, tych sytuacji społecznych, i śmieje się razem z nimi:) Codziennie pyta się, czy ‘koleżanki są’ a jak są, oj to nie ma zmiłuj – musimy iść. Wczoraj razem z koleżankami odkryła sekret pana Bim-boma, jak go nazywamy, czyli samochodu z lodami, który jeździ po całej dzielnicy głośnym sygnałem oznajmiając lody. Od kiedy się tu przeprowadziliśmy pan Bim-bom (albo pani Bim-bom czasami) był ważnym elementem życia, kiedy usłyszała ‚tu-tu-tu-tu-tu-bim-bom’, trzeba było biec do frontowego okna, żeby go zobaczyć. Ale sens istnienia pana Bim-boma było dla Morinki tajemnicą. Aż do teraz. Właśnie próbowałyśmy się zaprzyjaźnić z dziewczynkami na ulicy, kiedy przyjechał, dziewczynki zamówiły dwa ‘lody do picia’, kubki wypełnione pokruszonym lodem i syropem o smaku truskawkowym, po czym okazało się, że mają tylko 20 centów. Cóż było robić, dołożyłam się im do napoju, żeby spojrzały łaskawszym okiem na nową młodszą koleżankę i pozwoliły jej brać udział w bieganiu, skakaniu, machaniu rękami, robieniu min i wygłupianiu się. Mo oczywiście też dostała napój i tak ukręciłam sobie bacik na własny grzbiet, jak sobie zaraz pomyślałam.