Wiosna przyszła i poszła, tak jak i zapewne w Polsce, ale te parę cudnych, słonecznych dni pokazały na co warto czekać. Słońce już zupełnie zagląda do naszego ogródka, tak jak w zimnie jest za nisko i ogród jest cały w cieniu sąsiednich domów, tak od początku lutego mamy je w ogrodzie od tyłu. Kuchnia jest cała zalana światłem prawie od samego rana aż do popołudnia – to był dobry wybór, z tym południowym ogrodem. Jestem z siebie dumna, że się tak uparłam i nie dałam się skusić cenom północnych ogrodów. Słońce stopniowo również pokazuje się od frontu, około 18 godziny dochodzi nam do okien, a te dwie-trzy godzinki popołudniowego światła dają nadzieję moim różom od frontu – nie będę zmuszona do sadzenia bluszczy i paproci li i jedynie. Kocham ogród, mogę jedynie narzekać, że jest za mały, bo tak jak dom mogę mieć malutki, tak ogród powinien być wystarczająco duży, żeby zmieścić tam kwiaty, pnącza, stolik na popołudniową kawkę i zagony ziemniaków. Chcę robić naturalny kompost, mieć trochę warzyw i ziół, maliny, jagody, porzeczki, sadu niestety nie dam rady posadzić. Na razie sadzę róże i małe kwiatuszki letnie, na wielkanoc mamy zaplanowane sianie kwiatków z Morinką.
Przyzwyczailiśmy się chyba do chłodniejszego domu, wiem, że jest wiosna, ale nawet koło 3-4 stopni na zewnątrze nie odczuwam już tak zimna. Ale oszczędzamy na wymianę okien, jak zwykle uparłam się na li i jedynie na drewniane. Ciemno-granatowe albo czarne, ale drewniane:) Przy okazji zrobimy ocieplenie zewnętrzne, jak nam dadzą pożyczkę, na razie sprawdzam różne opcje i możliwości. Ciężko jest tak bez żadnych kontaktów, ocieplenie to koszt 10 tys euro i można je bardzo spartaczyć, szukam zatem kogoś, kto może nam tego doglądać za niewielką opłatą.
Na brzozie zamieszkały sroki – tato, mama i chyba jakieś młode, jeszcze nie za bardzo widać co tam się dzieje w gnieździe.
Dodatkowe kilometry na rowerze do pracy robią swoje – schudłam trzy kilo.
Morinka śmiga na hulajnodze, spacer do sklepu czy do parku stał się przyjemnością, bo wcześniej bywało, że już bardzo zmęczona nie chciała jechać w wózku i bardzo marudziła, a chodzenie za rączkę trwało wieki.
Rok akademicki się kończy i będę miała czas na zdjęcia dla was. Wreszcie.