Dom nabiera ogłady. Rozpędziłam się trochę w tych moich urządzaniach wnętrz (już nowy stół chciałam kupować, a nawet nie nowy, ale stary, za – bagatelka! – 350 euro, nie bacząc, że przecież stół już mam! Ale taki cudny, cudny, cudny, Duński z lat 60tych, ach!), no zatem tu stół, tam klosz sufitowy już prawie kupiony za 80 euro, a jeszcze termostat – bo albo mamy gorąco jak w piekle, albo zimno jak .. w niebie? 300 e, a może taki z osobno regulowaną temperaturą każdego pokoju? bagatelka – 1500 euro, jeszcze przecież okna, półki na książki, stolik do kuchni i …samochód? czyżby nareszcie nastała pora, kiedy możemy zrobić prawo jazdy?? Stój stój stój, wstrzymaj konie moja droga, hola hola, proszę się uspokoić natychmiast. Natychmiast.
Bo oto dostaliśmy wiadomość, że likwidują dwa kierunki u nas w szkole i to akurat jeden, na którym mam najwięcej zajęć i drugi, na którym ma Mi. Co to dla nas oznacza jeszcze nie wiadomo, bo dostaliśmy pozwolenie na otwarcie jednego kierunku w zeszłym roku, ale jak to godzinowo wyjdzie, co nam prekariuszom z tego skapnie to raczy wiedzieć tylko managerka. Nie mogę przy tym powiedzieć, że spadło to na nas jak grom z jasnego nieba – bowiem więdnąca liczba studentów już od dawna była przedmiotem wielu dyskusji i rozkminiań i losy tego kierunku były właściwie już dawno przesądzone, ale tak długo to wszystko wisiało na włosku, że myślałam, że jeszcze podynda. A tu koniec.
W tym kontekście to, że mamy dom nabiera zupełnie innego znaczenia – już nie będziemy drżeć przed kolejną podwyżką czynszu, coraz bardziej świadomi, że na własne już nie mamy szans – bo ludziom pod pięćdziesiątkę nikt nie daje kredytów. A tu już mamy. MAMY. Z ratami damy sobie radę, na szczęście nie takie duże a i poprosić możemy o rozciągnięcie okresu spłaty.
A już poczułam się bogata:D