Tytuł 33

Pragnę odtrąbić zwycięstwo, choć boję się, czy aby nie za wcześnie. Ale alergia znika! Farba sie wywietrzyla, wywalilam caly wór różnych środków czystości (płyn do szyb, płyn do naczyń, szampony, płyn do płukania tkanin itd) i czuję się dużo lepiej. Nawet moja wieczna egzema na rękach zaczęła przygasać. To cholerstwo jest takie trudne do wytropienia, bo znajduje się naprawdę we wszystkim – parę dni temu położyłam się spać i zaczęłam się momentalnie drapać. Swędzi mnie jak jasna cholera, drapię się niemożebnie i myślę ki grzyb? Co jest grane? I oświeciło mnie – zmieniłam pościel, wącham kołdrę – no tak, na pewno płukałam w płynie zmiękczającym, ale przecież sprawdziłam, że nie ma methylisothiazolinonu w składzie. No nic, zmieniłam poszwę na taką nie płukaną i poszłam spać. A rano sprawdziłam skład płynu do płukania – no i bingo! Nie ma methylisothiazolinone, ale jest benzisothiazolinone, jeszcze większa cholera, tylko, że rzadziej dodawana. Pościągałam sobie artykuły z Acta Dermatologica i Dermatological Proceedings i poczytałam literatury fachowej na temat alergii na różne isothiazolinone aż mi się włos zjeżył na głowie – to obecnie naprawdę nie są odosobnione przypadki, ludzie się latami leczą na jakieś przypadłości skórne zanim jakiś mądry lekarz wpadnie na to, że trzeba by zrobić testy płatkowe na alergie kontaktową. Szacuje się, że w ostatnich latach nastąpił ponad 100% wzrost uczulenia na MI. Także ten, uważajcie.

Dawno nie było nic o Moriniaku, a dziewczynka robi postępy, szczególnie w kulturze osobistej:) Mówi proszę, dziękuję, woła do Mi na placu zabaw ‚Kochanie, mozez tu psyjsc?’, robi sisiu do nocniczka, po czym z bardzo dumną miną woła wszystkich, żeby podziwiali;) ‚Adek! Adek! chodź! Zrobiłam SIUSIU! DO NOCNICZKA!’. Załapała. Wystarczyło ją systematycznie wysadzać, cierpliwie i spokojnie. Ja oczywiście miałam parę niedobrych momentów, kiedy nakrzyczałam na nią za nasiusianie na podłogę chwilę po tym, jak ją ściągnęłam z nocnika, biedna dziewczynka patrzyła się na mnie zupełnie nie rozumiejąc o co mi chodzi.

Dom nabiera charakteru. Stół dalej mi się nie podoba i chyba go nie pokocham, bo uświadomiłam sobie, że chcę mieć stół drewniany, trochę zniszczony, trochę poplamiony, duży, wygodny, używany. Postanowiłam stół sprzedać, bo choć można go oddać do Ikei, to nie mamy własnego transportu a za przewóz chcą 67 euro.

Poza tym zarobieni jesteśmy po prostu niewiarygodnie. To znaczy dobrze, że zarobieni, będziemy mieli na okna i szafki i tak dalej, no ale niestety czas jest u nas towarem wielce deficytowym obecnie i stąd cisza na blogu. Opiekunka teraz mieszka daleko i nie mamy nawet tych dwóch-trzech godzinek dodatkowo w tygodniu a jak mam chwilkę wolną to muszę choć dwa eseje sprawdzić, żeby pchnąć pracowe sprawy do przodu.

Po południu postaram się wrzucić na bloga Moriniaczka:)

No i wiosna idzie. Kupiłam kwiatki, takie małe, niebieskie dzwoneczki, jakie zawsze chciałam mieć koło ścieżki.