Alergia – niby nic takiego, od tego się (przeważnie) nie umiera. Trochę człowiek posmarka, pokaszle, trochę się podrapie, trochę poswędzą oczka czy paluszki. Da radę przeżyć, bo szok anafilaktyczny zdarza się naprawdę rzadko. Ale alergia to nie tylko te symptomy, które da się łatwo określić i wskazać, alergia to stan gotowości całego organizmu, to jakby się było wiecznie w przededniu grypy i wielkiej gorączki i to, że gorączka (najczęściej) nie nadchodzi nie zmienia faktu, że człowiek się czuje po prostu marnie.
Ja mam alergię sezonową, czyli uczulenie na pyłki traw, żyta, brzozy, po zjedzeniu aspiryny wyskakują mi na palcach takie małe pęcherzyki (ale i tak sobie czasem na nią pozwalam;), na kota kicham, a po dwóch dniach zaczynam rzęzić, bo drapie mnie w płucach, jestem także uczulona na różne produkty żywnościowe, czyli truskawki, pomidory, surowe ziemniaki (swędzą mnie ręce przy obieraniu), seler, orzechy włoskie, migdały, awokado, białko jaja, różne pleśnie i sama nie wiem co jeszcze, bo testy skórne miały tylko 20 produktów;) i krócej było mi zapamiętać, na co nie jestem uczulona (jabłko i .. yyyy … zapomniałam). Nie jest to jakaś wielka alergia, ale różne produkty robią mi różne rzeczy, na przykład orzechy to pęcherzyki na rękach (jak byłam całkiem mała to nazywałam je ‘bulki’), a pomidory to wysypka. Ogólnie przeważnie nie jest bardzo źle, bo do uporczywego swędzenia całego ciała już się przyzwyczaiłam (jak nie zarzucię antyhistaminy to po dwóch dniach zaczynają mnie swędzieć podeszwy stóp, a po trzech niedrapanie się wymaga całej siły woli). I tak to sobie żyję z tą dość oswojoną alergią od wielu wielu lat i takie czerwone plamki na powiekach to już mnie nie przestraszają wcale, ale. Ale to, co mi się zaczęło dziać w Domu, to był horror. O, mniej więcej taki:

Takie miałam oczka:
A tak miałam momentami:

Nie, to nie jestem ja, ale muszę wam powiedzieć, że jak pokazałam Mi te zdjęcia z netu, to stwierdził ‚dokładnie tak wyglądałaś’.
Bowiem zaczęłam guglać i guglać i doguglałam się do alergii na MI, czyli Methylisothiazolinone . A teraz wy sobie poguglajcie w czym on jest. A raczej w czym go nie ma.
To taki środek konserwujący który zaczęli dodawać na masową skalę po aferze z parabenami w 2005, wcześniej stosowana bardziej sporadycznie. Dopiero w zeszłym roku, w związku z coraz częstszymi doniesieniami o uczuleniu na MI Unia Europejska zakazała dodawania go do tych kosmetyków, które zostają na skórze. Czyli od zeszłego roku nie powinno go być w kremach, maseczkach, tuszach do rzęs itd. Ale. No właśnie. Czy odżywka do włosów do spłukiwania zostaje na skórze? Oczywiście, że tak, inaczej nie byłaby odżywką. Zostaje na włosach i na skórze pleców, po których spływa. Ale według oficjalnej definicji nie zostaje, bo jest spłukiwana. To samo szampony, żele do mycia ciała, kremowe cuda pod prysznic, cudowne maseczki i mleczka do zmywania makijażu. Sprawdźcie sobie. Przejrzyjcie swoją półkę w łazience. Methylisothiazolinone jest na przykład w większości szamponów ‚nadających objętość’, i co z tego, że zmieniałam szampony jak wariatka, w każdym jednym z nich była sobie MI albo MCI (jej siostra methylchloroisothiazolinone).
Była sobie nawet w niebieskim kremie Nivea! Tak, nawet do niebieskiej Niveii zaczęli dodawać MI.
A teraz pytanie: dlaczego horror mnie dopadł po przeprowadzce do nowego domu?
Czekam na odpowiedzi, a w międzyczasie możecie sobie zerknąć
Tutaj macie naukowo o rosnącej liczbie przypadków alergii na MI https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC4689087/
A tutaj bardziej sensacyjnie: http://www.telegraph.co.uk/news/health/news/10164452/Warning-over-epidemic-of-skin-allergies-from-chemical-in-cosmetics-and-household-products.html
Tylko jeszcze dodam, że człowiek w takim stanie naprawdę zachowuje się jak wariat. Taki, co idzie do sklepu z napisem ‚organic’ i eco i płaci trzy razy więcej za szampony, płyn do naczyń czy zwykłe podpaski. I nagle zrozumiałam tych wszystkich podstarzałych hipisów, co boją się ‚chemii’ ;D