Tytuł 37

W domu trzeba pomieszkać. Żeby przestał uwierać. Trzeba spędzić parę dni i nocy, wstawać rano nieśpiesznie i pić kawkę, albo dwie, wystawiając się na słońce wpadające przez południowe okno. Trzeba poleżeć na drewnianej podłodze, na kocyku i poduszkach, przykryć się kołdrą zniesioną z góry, zbudować bazę i się w niej schować. Trzeba upiec ciasto, albo nawet dwa, ugotować parę obiadów, wypić dziesiątki herbat. Zaścielić stół obrusem. Dom trzeba zamieszkać, powiesić wianek bożonarodzeniowy na drzwiach, zapalić lampki w oknie, zakwitnąć hiacynty, zasiedlić sobą. Dom musi poczuć, kto jest jego panem, musi znowu przywyknąć do ludzkich zapachów, po miesiącach bycia bezpańskim i opuszczonym.

 drzwi1

To była jedna z najpiękniejszych Wigilii. Tylko nasza czwórka, ja jeszcze na dodatek znowu przeziębiona, ale była magia. Wszystko nieśpiesznie, powoli, bez przesadnych ambicji w kwestii sprzątania (i tak sprzątamy od miesiąca w kółko właściwie) i gotowania. Zrobiłam dwa rodzaje śledzi, tylko dla siebie, uwielbiam, a nikt z rodziny nie je, upiekłyśmy szarlotkę z Mo, która oczywiście strasznie przejęta pomagała, stojąc na dużym krześle w kuchni misiła ciasto i wyklejała nim blachę, cała opsypana mąką, przejęta i zaczerwieniona z emocji. Jeszcze tylko barszcz, kupne uszka i pierogi i bigos, postny, więc wegański. Biały obrus przykrył czarne monstrum, które okazało się bardzo wygodnym stołem. Adek kupił maluśka żywą choinkę, baby choinkę jak stwierdziła Mo, powiesiliśmy pięc malutkich bombek i światełka. Zapaliliśmy świeczki. Pożyczyliśmy sobie samych dobrych rzeczy, siedzieliśmy, jedliśmy i rozmawialiśmy, Mo sama siedziała przy stole i sama jadła, barszczyk, uszka, troszkę śledzika. Potem poprawiła pięcioma czekoladkami, które dostała w paczce – najpierw zjadła dwie, kolejną wcisnęła na siłę, a w woreczku były jeszcze trzy – i co tu robić? Odwinęła więc po kolei wszystkie ze sreberka, nadgryzała i odkładała, z miną, jakby nie mogła uwierzyć, że nie ma już ochoty na czekoladę;)

Z domem chyba zawarliśmy rozejm (choć wczoraj się zatkała toaleta – ale mu to wybaczamy).

Ptaszki zjadły prawie całe ziarno, jakie im nasypaliśmy, trzeba uzupełnić zapasy.

Jutro lecimy do Polski.