Trochę nas ta przeprowadzka na swoje przygięła do ziemi, związane jest to jeszcze z TOTALNYM BRAKIEM CZASU, na starych śmieciach mieliśmy zaprzyjaźnioną sąsiadkę, do której podrzucaliśmy Mo jak się już zupełnie nie wyrabialiśmy, a tu nici, ale powoli się odginamy. Mi wystarczyło, jak się lepiej poczułam – zatoki odpuściły, temperatury nie mam i zimno mi już nie takie straszne. Na rowerze jeżdzę, ale mam wełnianą czapę i kask ze styropianową wkładką, więc w głowę mi zalewają poty;)
Kwestię 3 tys. staram się ogarniać rozumowo – to jakbyśmy płacili 250 euro więcej czynszu przez rok, co mogło być bardzo prawdopodobne. No zrobi się i będzie zrobione, weźmiemy na to pożyczkę i tyle. Zawsze coś niespodziewanego wyskakuje, prawda?
Sprawa ogrzewania – chyba mieliśmy dotychczas po prostu szczęście mieszkać w ciepłych mieszkaniach. Na starym mieszkaniu płaciliśmy lekko powyżej 500 euro na rok, ale nie grzaliśmy non-stop, wystarczyło włączyć na dwa razy na dwie godziny w nocy i powiedzmy trzy w dzień. No a tutaj jest zimniej, załóźmy, że kaloryfery są włączone dużo częściej – ale nawet gdyby to było trzy razy tyle godzin (21 na dzień), to zapłacimy 1500 za ogrzewanie na rok. No i tyle. Nie ma co panikować, a w lecie, jak uzbieramy/pozyczymy, to sobie ocieplimy.
Gdyby to było wynajmowane mieszkanie, to za tydzień by mnie tu nie było;D ale że na swoim, to wszystko można sobie zrobić. Powoli. Jest to oczywiście trochę upierdliwe – a propos, dziś do upierdliwości doszedł brak lodówki, przez trzy tygodnie nam nie przywozili lodówki i okazało się, że nie mają już na składzie takiej, jaką kupiliśmy, czyli musimy pojechać do sklepu i albo odzyskać kasę, albo wybrać inną, a do tego gdzieś się nam zawieruszył rachunek ;D – a zatem jest to bardzo upierdliwe, ale zrobi się. I będzie pięknie:)
Prawda?