Tytuł 60

Domy. Domy, domy, domy. Wiemy nareszcie czego nie chcemy, coraz bardziej precyzyjnie wiemy też, co chcemy. Oczywiście w kontekście tego, co możemy. A więc: skoro dom, to ogród, skoro ogród, to od południowej/południowo zachodniej strony. Nasz pierwszy obejrzany dom w ‚lepszej dzielnicy’ (wielu Irlandczyków by się tutaj zaśmiało, bo co to za lepsza dzielnica, ten Crumlin), ale taki, na który byłoby nas jeszcze stać, miał północny ogród. Dom niezbyt duży (85 m2), ale i nie za mały (domki w standardzie mają 65 m2), z dużą, w miarę przyjemną dla oka dobudowaną kuchnią ze stołem, dużym stołem w kuchni, rozumiecie – DUŻY, DREWNIANY STÓŁ W KUCHNI! I dalej typowo – dwie sypialnie na górze, plus łazienka, ale z wanną, sanitariaty akurat do wymiany, malutki pokój na dole i do tego dość duży salon, nie ogromny, ale nie malutki, niestety –  ciemny jak umysł J.Kaczyńskiego, bo bez żadnego okna na świat, właśnie przez tę dobudowaną kuchnię od strony ogrodu. Wszystko oczywiście stare, ale nie koniecznie od razu do wymiany, coś jak u ciotki, u której nie było remontu od lat dwudziestu, ale można tam mieszkać jeszcze i przez dziesięć – ściany lekko przybrudzone, tapety się w paru miejscach odklejają, drzwiczki szafek w kuchni trochę odpadają, pachnie wilgocią i roztoczami, ale można przeżyć dopóki się nie zbierze na remont. Dom frontem do południowego wschodu, a raczej południa bardziej, czyli ogrodem do północy, ale ogrodem dość dużym, pozarastanym, z jakimiś trawiszczami, krzaczorami i w ogóle przygodą. Było późne majowe popołudnie i niskie słońce cudownie oświetlało teren wpadając przez kuchenne okno kładło się promieniami na tym stole… Dzielnica niby ta lepsza, okolica w porządku, biegające kilkuletnie dzieciaki zaciekawione co się dzieje i czy będziemy ten dom kupować. ‚Ja tu mogę mieszkać’ powiedziałam do M wychodząc, bo już widziałam Morniaka znikającego ze swoim wózeczkiem i okoliczną bandą za rogiem. Ale. Zanim zadzwonilśmy, żeby złożyć ofertę (jak to się robi w Irl, o czym później), porozmawiałam z moim młodszym bratem. I nie. Nie-nie-nie-nie-nie, ogród od północy to zimna ściana, mech, wilgoć, grzyb, brak słońca w miesiące zimowe, właśnie wtedy, kiedy jest towarem deficytowym, wyjście z kawką na ogród od października do kwietnia odpada zupełnie, ciemno, zimno i piździ i w ogóle depresja kliniczna. A ta piękna kuchnia, co mi się tak podobała, to przez pół roku zmienia się w zimną, ciemną pieczarę, bo słońce bywa w niej tylko wieczorami w miesiącach letnich. No i odpadła ‚lepsza dzielnica’, dom dwa tygodnie później został sprzedany za cenę na granicy naszych możliwości.

Dodaj komentarz