Tytuł 62

 Sytuacji nie poprawiły nerwowe działania rządu irlandzkiego, kiedy w 2015 roku wobec niemożliwie rosnących czynszów i zagrożenia wielu rodzin bezdomnością wprowadzono malutką kontrolę cen wynajmu pozwalając właścicielom na podwyżkę nie częściej, niż co dwa lata. Bardzo szybko okazało się, że wynajmujący odbili sobie to ograniczenie z nawiązką, podwyższając czynsz o taką sumę, by pokryć dwa lata za jednym zamachem i my też zaczęliśmy wyczekiwać nowej umowy na dużo większą kwotę.

W międzyczasie zaczęłam zbierać dokumenty, aby starać się o kredyt mieszkaniowy, zdawałam sobie jednak sprawę, że będzie to trudne, z uwagi na to, że ja mam pracę na kontrakt, a M – od kiedy zdecydowaliśmy się wyrwać go z fabryki – dołączył do szeregów prekariatu, pracując najpierw w community employment scheme, czyli programie dla bezrobotnych sponsorowanym przez rząd, a później parę godzin w mojej szkole. Taka praca bardzo nam obecnie odpowiada ze względu na zdobywanie doświadczenia i równoczesną możliwość opieki nad Mo,której dobrobyt jest dla mnie najważniejszy – możemy bez problemu wymieniać się maleńtasem zatrudniając opiekunkę tylko na parę godzin tygodniowo i nie musimy oddawać jej do żłobka, ale z punktu widzenia banku jest bezwartościowa. W sierpniu zeszłego roku powiedziano nam, że możemy starać się o kredyt, jak M podpisze ze szkołą kolejną umowę na więcej godzin i kiedy moja menagerka zgodziła się, by przejął jedną moją grupę studentów od stycznia, złożyliśmy wniosek. W  międzyczasie dostaliśmy list z podwyżką czynszu o 25%, 250 euro więcej na miesiąc, ale też w końcu udało się nam odzyskać spadek M z Polski, który akurat wystarczył na depozyt i jeszcze trochę, wyglądało więc, że wszystko idzie w dobrym kierunku. Papiery zostały wypełnione i złożone, a ja zajmowałam się śledzeniem nieruchomości na necie. Aż tu nagle, po dwóch miesiącach czekania, dostaliśmy odpowiedź odmowną. Bank nie bierze pod uwagę zarobków M, a tak w ogóle, to według bankowych wytycznych z dwójką dzieci, po odliczeniu raty kredytu, musimy mieć 2250 euro na życie i nie przekonały ich żadne argumenty, że na przykład w chwili obecnej płacimy ponad dwa razy więcej za wynajem, niż by wynosiła rata kredytu, więc od lat dajemy sobie dobrze radę z naszymi finansami. Byliśmy w dwóch bankach i w każdym powiedziano nam to samo, zupełnie nie biorąc pod uwagę tego, że mamy własny wkład na 1/3 mieszkania. Wizja bezdomności znowu zaczęła mnie straszyć, a rosnąca histeria w mediach nie pomagała (klik – o rodzinach z dziećmi, które zgłosiły się na posterunek policji, by móc spędzić noc w areszcie, by mieć jakiś dach nad głową).

W Irlandii, a szczególnie w Dublinie, sytuacja rodzin takich jak my – z małym finansami, coraz częściej pracujących na kontrakt, a nie na umowę o pracę, z małymi dziećmi –  jest zła. Galopujące ceny nieruchomości w dużym mieście powodują, że wiele rodzin, a szczególnie imigranckich, jest w pułapce: płacąc niebotyczne czynsze nie spełniają warunków, aby dostać kredyt mieszkaniowy. Jendym z podstawowych warunków jest bowiem zatrudnienie obojga partnerów, a w Irlandii normą jest, że mama zostaje w domu z dziećmi, żłobki i przedszkola są najdroższe w Europie i przy dwójce dzieciaków naprawdę nie opłaca się pracować (średni koszt całodziennego żłobka/przedszkola w Dublinie to 900 euro/miesiąc). Wiele osób latami czeka na mieszkanie komunalne bez żadnych szans na własne, co miesiąc płacąc ogromne pieniądze za wynajem, albo bojąc się podjąć jakąkolwiek dodatkową pracę, by nie stracić tzw. dopłaty do czynszu. Bo praca często jest niepewna, czasowa, nie poprawiająca za bardzo ich ogólnej sytuacji materialnej, albo wręcz pogarszająca, kiedy jej konsekwencją jest odebranie różnych zasiłków. A kiedy na pracy nie można polegać, ludzie -niestety – wolą mniejsze, ale pewne pieniądze od państwa. 

Nasza sytuacja na szczęście rozwiązała i w końcu, po wielu perypetiach, pożyczkę dostaliśmy.

Dodaj komentarz