Dom był takim odwiecznym nieosiągalnym marzeniem, bo choć zawsze wiedziałam, że jak już będę dorosła, to kupię sobie dom, nigdy wcześniej nie byłam wystarczająco dorosła. W 2008 w Irl okazało się, że muszę być jeszcze bardziej dorosła niż w Pl, bo ceny domów były niebotyczne. I choć później dość drastycznie spadły, wciaz nie mieliśmy szans na kredyt – M firma została sprzedana, a my wymyśliliśmy jeszcze jedne studia, zeby nie musiał pracować w fabryce do końca życia. Ale cały czas śledziłam ceny nieruchomości, a one jeszcze przez jakiś czas dawały nadzieję. Gdzieś tak koło 2012 zaczęły się odbijać od dna i rosnąć, przez jakiś czas ciągle jednak jeszcze wydając się w zasięgu ręki, tylko, że ręce trzeba było mieć coraz dłuższe. Gdzieś tam na dnie mojego jestestwa dokarmiałam nadzieję, że kiedyś, że w końcu, że przecież nie może być inaczej. Nadzieja ta stała się palącą żywym ogniem potrzebą kiedy zaszłam w ciążę, a koszty wynajmu zaczęły rosnąć niemożliwie. Co roku z początkiem stycznia zaczynałam nerwowo wyglądać maila o podwyżce czynszu…