Kurcze, pani opiekunka zasługuje na osobny wpis, pani Maryla, z którą się uśmiechamy sztucznymi uśmiechami jak się spotkamy w Lidlu, ale ja NIE MAM CZASU. To znaczy, czas oczywiście mam, ale tylko na rzeczy najważniejsze, jak zajmowanie się łobuzem zwanym dziewczynką, zajmowanie się zarabianiem pieniędzy w pracy, którą lubię, ale która pochłania cały pozostały czas, nie przeznaczony na spanie i siusianie. Na nic innego nie zostaje mi wolnych chwil i to niestety jest naprawdę cała prawda i tylko prawda, bo już nauczyłam się WSZYSTKO inne robić przy okazji. A więc przy okazji gotuję, sprzątam, piorę, chodzę do sklepu – przy okazji, czyli zwykle z moją córeczką. I jedyne, czego nie da się robić przy dziecku, jak wiedzą wszystkie mamy, to pisać i czytać. Ale szkoda mi szkoda tych rzeczy, które już miną zapomniane, jak na przykład tego, że kładzie się wieczorem jak gdyby nigdy nic i nagle wstaje rano i bach! ‚Siaje’, mówi, i przez chwilę nie wiem, co siaje, co to w ogóle może być, ale nagle wszystko wskakuje na swoje miejsce i siaje i bure i wszystkie koty za pan brat. Mi najbardziej lubi ‚kjujika’, ja przepadam równiesz za ‚mycią’, ‚mycia’, ‚siaja’ oczywiście, mogłabym nagrać sobie te słowa i słuchać na pętli na okrągło. A więc mówi, naśladuje, powtarza, już nie tylko ‚miau’, już nawet pojawił się ‚kot’ (czasem wychodzi ‚tok’). Dalej uwielbia kulki i kółka, na codzienne pytanie ‚Mo, a co chciałabyś zjeść?’ udziela stałej odpowiedzi – Kulka!, – A jaką kulkę chciałbyś zjeść? – Mango!, co oznacza ‚owocowe’. Dałam jej ostatnio herbatkę z drzemem z czarnej porzeczki, łyknęła, mlasnęła, łypnęła i powiedziała z lubością – Mango!
Sprzedaliśmy odziedziczone mieszkanie w Polsce, po podzieleniu się pieniędzmi z rodzeństwem M zostaje nam zaczepne na mieszkanie tutaj. I rozglądamy się, ale tu znowu ceny poszybowały w górę – w ciągu pół roku skoczyły o 30 tysięcy, a więc znowu nam brakuje i nie bardzo wiemy, co robić. Stawać na głowie i pożyczać czy czekać, że może spadną?
O, płacze królewna. Idę.