Tytuł 76

No więc wyćmoktał nas ten nowy rok i tak właściwie, to dopiero co wypluł. A nawet, powiedziałabym, jesteśmy właśnie wypluwani, w trakcie procesu bycia wypluwanym. Mam nadzieję. Od ostatniego wpisu bowiem Mo jeszcze raz dostała wysokiej gorączki, po trzecim dniu brania antybiotyku. Zaczał się weekend, więc do lekarza poszliśmy dopiero we wtorek. Z piękną już wysypką. Poantybiotykową, jak się okazało, a nie zakaźną, na szczęście. Ale uszy jeszcze niewyleczone, więc drugi antybiotyk. Dodam przy tym, że ja również na antybiotyku, od dziesięciu dni. Dostałam wtedy, kiedy Morina, ale czemu miałabym nie dostać, jak przyszłam do pani doktor z piękną anginą. A zatem penicylina raz, dla mamy, penicylina dwa, dla córeczki, która to parę dni później rozwija sobie na nią piękne uczulenie. Ale nie uprzedzajmy faktów. A fakty są takie, że po trzech dniach łykania trzy razy dziennie po dwie tableteczki gorączka mi skacze, zamiast spadać. I gardło boli coraz bardziej, ale z drugiej strony, niż na początku. Właściwie to zacznyna mnie tak boleć, że płaczę z bólu, ledwo co jestem w stanie otworzyć buzię. I puchnie mi szyja. No i oczywiście diagnozuję sobie ropień okołomigdałkowy, słaba jak betka poleguję z chorą Mo na fotelu przytulając i karmiąc cycem obraz nędzy i rozpaczy. Rejestruję się na wizytę dopiero na przyszły tydzień, tą samą wizytę na której finalnie diagnozują Mo uczulenie na antybiotyk, a ja się już dobrze czuję. Ale ja jeszcze tego nie wiem, więc cały weekend katuję się wizją nacinania ropnia, jak zalecają wszystkie medyczne strony polskiego i angielskiego Internetu.

Z Polski zatem przywiozłam dużo cudownych wspomnień i porządną anginę, taką, jakiej nie miałam od trzydziestu lat.

A poza tym, to zamierzam pisać. Banałem pojadę, ale gdzieś znika bezpowrotnie to, jak Mo niepostrzezenie przestaje mówić na Elmo ‚y y y’ do słów Elmo song na melodię tej piosenki, a mówi po prostu: Elmo. I choć nadal te głoski są takie okrągłe, takie pyszniutkie, takie delikatne, takie jakby meszkiem pokryte, niemniej jednak jest to wyraz, a nie wytwór wyrazopodobny. Jak cudnie śpiewa Alphabet song, wiernie oddając rytm i melodię, choć jeszcze nie umiejąc wypowiedzieć słów, zachwycam się tym od rana do nocy, tym bardziej, że sama nie mam słuchu muzycznego za grosz. A tu proszę. Krew z mojej krwi. Moje małe dzieciątko. Jeszcze niedawno w brzuchu, jeszcze wczoraj tylko aaa aaa, a tu znienacka proszę! W jej dość jeszcze nieporadnej wymowie wyraźnie słychać piosenkę.