Tytuł 84

Moriniak mój ukochany, karmelek przesłodki, dziewczyneczka cudna, czerwony kapturek malusi znowu, znowu, ZNOWU nie chce sama spać i od tygodnia bujamy się z wiecznym wieczornym usypianiem. Zasypia dopiero po godzinie lulania i bujania, albo zasypia szybko, ale jak tylko odsunę się od niej, otwiera oczka, siada i płacze, takim przesmutnym płaczem dziecięcym z ogromnymi łzami. Wczoraj jak się zbudziła po czterdziestu minutach próbowaliśmy ją uśpić przez następne dwie godziny, na zmianę, ja cycem i M bujaniem, w końcu się poddaliśmy i Adek miał za zadanie potrzymać Płakaczu aż ja skończę wieczorne ablucje, a ów darł się i darł, maaama i taaata pomiędzy łzami, a kiedy weszłam już do sypialni i jeszcze chciałam tylko sobie twarz nasmarować kremem i ręce i koszulę przebrać, a Wrzaskun stał w naszym łóżku, trzymał się barierki i darł się i darł i odpychał Adka i nie dał się uspokoić, aż dopiero kiedy się położyłam. A wtedy dorwała się do piersi i czułam, jak się uspokaja i całe napięcie i smutek z niej schodzi, a kiedy po piętnastu minutach przyszedł M położyć się do łóżka, Morinka odwróciła się do niego i z rozkosznym zadowoleniem powiedziała ‚tata’, aż się oboje zaśmialiśmy. 

W pracy spotkała mnie niespodzianka, bo okazało się, że od trzech lat mam stały kontrakt na 3/4 etatu, czyli nie mogą NIE DAĆ MI GODZIN, ba! nie mogą dać mi mniej niż muszą, a ja co roku w lipcu panikuję i trzęsę gaciami ze strachu, że nie dostanę tyle godzin, żeby choć przeżyć. A tu nie. Ale dlaczego o tym nie wiedziałam jest dla mnie zagadką, jeszcze raz czytałam swój kontrakt i zaprawdę powiadam wam nic takiego z niego nie wynika, są wprawdzie zakontraktowane godziny na końcu, ale też jest klauzula, że każdego roku manager będzie informował mnie o przedmiotach, jakie mam uczyć. Tak się złożyło, że owego lata miałam właśnie godzin na 3/4 etatu, czyli dość dużo i w tym samym czasie na mocy obowiązującego prawa mój kontrakt wziął się i zrobił stały i tak oto abrakadabra! owe godziny stały się wiążące, no kto by się tego spodziewał! A dowiedziałm się zupełnie przypadkowo, bo chciałam się zamienić na przedmioty z moim ukochanym mężem i gwoli tego zaimelowałam do szefowej i dzwoni do mnie szefowa i mówi, że, jest jakiś problem i faculty manager się nie zgadza na tęże prostą zamianę, zamiankę właściwie, bo malutką tyci tyci, bo wtedy miałabym mniej godzin, niż mam mieć. I takie zdziwko i szefowa też się dziwi i mówi mi ‚no ale przecież ty nie musisz mieć odpowiedniej ilości godzin, prawda? Możesz zaglądnąć w swój kontrakt?” i ja przytomnie odpowiadam (spadaj na drzewo, szefowo! a takiego wała!), że nie wiem, że mam kontrakt stały i że nie znam dokładnie przepisów, ale może są jakieś regulacje, że nie mogę mieć mniej godzin niż coś tam coś tam, szefowa jest bardzo zdziwiona, ja udaję, że nie jestem, umawiam się z managerką, a ta mi pokazuje w ich tajnych tabelkach (managerka jest nowa) że mam zakontaraktowane 300 godzin. 300! I takie zdziwko. O!

To jeszcze tylko napiszę, że Adziarz był wczoraj w swojej pierwszej pracy. Uczy matmy licealistów  na prawdziwych kursach przygotowujących. No i dobrze.