I tak oto zaczął się nowy rok akademicki, wśród zawirowań, pośpiechu, absolutnego braku czasu i kłótni pracowych. A jednak ta dobra energia początku gdzieś tam wibruje i drży, a balony na recepcji w kolorach szkoły sprawiają wrażenie odświętności, jakbyśmy świętowali Nowy Rok, a nie zwykły nowy rok akademicki.
Akademicy się kłócą obrzucając się cytatami z Darwina;), straszenie mnie to rozśmieszyło, a w sumie nie powinno, bo to ja byłam obrzucona i w dodatku pośrednio. Cytat za cytat, jak ząb za ząb można by powiedzieć, bo wcześniej ja znokautowałam wykładowcę cytatem z Millsa i jego Wyobraźni Socjologicznej, ale niechcący, bo nie wiedziałam, że go w ogóle tym cytatem atakuję. Cytat miał być tematem eseju i ten oto wykładowca, w sekretnym konflikcie ze mną będący, rzucił się na temat eseju i z całym impetem rozjechał go i miałką miałkość jego wykazał, wyśmiewając jego, czyli niby moje, nienaukowe słownictwo. Tylko nie wiedział, że właśnie pojechał klasykowiXD