Paradoksalnie, bieganie dodaje siły, a po biegu przestaję dywagować o starości. Dziś 5 km, cudny, cudny wieczór, pachną lipy, ludzie ze szklaneczkami przed pubami, zamyślone nastolatki na balkonach z papierosem, zakochane pary na ławkach, a my z M zasuwamy w naszych butach z Lidla (polecam jak ktoś biega tzw. rekraacyjnie). Fantastyczny sposób na piątkowy wieczór. Zdecydowanie jestem sową, rano tak do dziewiątej ledwo otwieram jedno oko na tyle tylko, żeby Moriniak nie zrobił sobie czegoś złego.