Siódma rano. Morinek przestaje wcinać na śpiąco, cmokać i się wiercić, jak to ma w zwyczaju od piątej, otwiera oczka, obraca się w stronę M i zaczyna go postukiwać malutką rączką.
Wstajemy, schodzimy na dół, dajemy jeszcze pospać M.
Zaczyna sie dzień.
Ja przed pierwszą kawą i prysznicem ledwo widzę na oczy. Zdecydowanie jestem sową.