Tytuł 100

Lato nas w Irlandii porozpieszczało przez tydzień, siedem długich dni słońce, słońce, słońce, pakowałam nas zatem z Moriniakiem po pierwszym spaniu (moim i jej, przeważnie) i pierwszej kawie do parku, najpierw tego koło katedry

którego w sumie za bardzo nie lubię, bo tam tylko trawa, potem drugiego, większego, gdzie jest woda i kaczki i fontanna i kwiatki i drzewa. Plac zabaw, trawnik, kocyk, piłeczka, inne dzieci, zjeżdżanie ze zjeżdżalni, huśtawki, zwykły placyk wysypany wiórami (o piaskownice tutaj niestety trudno), na którym Mo zwykle spędza co najmniej godzinę grzebiąc w poszyciu.

I walki jaszczurów w słońcu.

Po drodze gdzieś druga kawa, u Butlersa, jeśli odżałuję trzy euro, albo w jednej z tysiąca kafejek w centrum Dublina, w międzyczasie przeważnie jakiś sklep, tak na szybko, 15 minut i wyjazd, bo dziewczynka nie lubi, zresztą kto by lubił – duszno, tłoczno, głośno, krzykliwie i zamiast dzieci rzędy bluzek, nie to, co na placu zabaw – głośno, krzykliwie, tłoczno, ale wesoło, można do kogoś zagadać, można się z kimś zaprzyjaźnić, można się na kogoś zapatrzyć, można po prostu całą sobą chłonąć ten rwetes.

Lato w Irlandii.

Jej skóra nabrała złocistego odcienia, ma włosy koloru miodu, pachnie wiatrem, słońcem, potem, tym niezapomnianym zapachem dziecka w lecie. A potem kiedy wracamy do domu późnym popołudniem dzwonimy do M, który nas gdzieś spotyka w połowie drogi, koło starego drewnianego pubu Fallona, Mo już pada ze zmęczenia, więc M ją bierze na rączki, ja prowadzę rower, czasem Mo podczas tej drogi zasypia, jeśli nie zrobiła tego już wcześniej, w parku.

Wracamy jak z wyprawy.

Narzekałam na moją pracę, ale ostatnio uświadomiłam sobie, że mam wielkie szczęście, że mogę tak pracować. Dziękuję losowi, że nie muszę spędzać w biurze codziennie ośmiu godzin i zostawiać dziecka w żłobku na całe dnie, że zarabiając rocznie nieco poniżej średniej krajowej pracuję praktycznie tylko przez pół roku, w tym nie więcej niż 12 godzin na tydzień poza domem. Jest to czasami ciężkie, przez parę miesięcy nie ma się żadnych wolnych wieczorów ani chwili dla siebie, ale mam poczucie, że moja córeczka jest zadbana, doglądnięta, dopieszczona. Codziennie jestem za to wdzięczna.