Tytuł 101

 

Staje! Staje! Od dziesięciu dni. Trzyma się stołu, kanapy, fotela, nóżki się jeszcze bujają w różne strony, ale świat wygląda zupełnie inaczej z tej perspektywy. Mówi ‚tata’ i wydaje się, że trochę świadomie, na prośbę o ‚mama’ wydyma buziaka i bardzo pociesznie mówi ‚bamba’ albo nawet ‚mamba’ z takim b na granicy m. Śpi dwa razy dziennie, w nocy budzi się ze cztery razy, nie wiem nawet ile, bo jestem na granicy snu i jawy, szuszam jej tylko trochę szszszszsz…, przystawiam do cycka oczywiście i zasypia.

I pachnie, cudownie, oszałamiająco, dziecięco, karmelowo, słono i słodko równocześnie, pachnie, sztacham się do upojenia kiedy ją usypiam. Je różne rzeczy, ale nadal jest największą amatorką cycka, cycek to w ogóle zasługuje na poemat czy wręcz epopeję, cycek jest bazą, ugruntowaniem, ziemią, podstawą. W Polsce zauważyłam, że w nowych sytuacjach, kiedy jest niepewna, zmęczona, przestraszona domaga się piersi, bardziej się poprzytula niż zjada, ale po pięciu minutach jest gotowa stawić czoło całemu światu, tramwajowi, hałasowi, dużemu miastu, obcym dzieciom, psom i w ogóle wszekim głośnym i przerażającym objawom życia. W tym wszystkim jest dość odważna, rwie się do inych dzieci, wyciąga rączki, jest ciekawska i zainteresowana światem.

A łatwość karmienia piersią sprawia, że w bardzo zagonionych dniach czasem gdzieś mi z głowy i planu wyleci kaszka albo zupka i dopiero wieczorem orientuję się, że cały dzień była prawie tylko na piersi. Ale już takich dni ma coraz mniej, zawsze staram się jakąś jaglankę lub owsiankę rano i zupkę po południu, pomiędzy jabłuszko i trochę wszystkiego tego, co my jemy. Nie lubi za bardzo pakować jedzenia do buzi sama – jak jej daję jabłko tak śmiesznie nachyba się samym buziakiem z rączkami za plecami.