Przyjemność pieczenia to przyjemność ciała, rąk ugniatających kulę ciasta, palców obklejających blachę miękkim, plastycznym tworzywem, toczących zgrabne i mniej zgrabne wałeczki z kurczakowo żółtej, lepkiej substancji.
To pomost pomiędzy plastolinowym dzieciństwem a zaganianym macierzyństwem, chwila oddechu od galopujących myśli, medytacja matki idealna w swej istocie, bo łącząca przyjemność chwili z pożytkiem w przyszłości, a w dodatku z karmieniem w poddtekście.
I to cudowne połączenie zabawy z karmieniem sprawia, że mając wczoraj wolną godzinę rzuciłam się na robienie szarlotki – tym razem kruche ciasto, gruszki i jabłka. I cynamon.