Muszę, choć się nie składa, choć nie mam czasu, choć słowa nie chcą się układać w zdania i w zgrabne historyjki, kiedy już cały dzień ogarnę i obiad i pranie i zakupy i spacer i drzemki i wszystko, mam w głowie pustkę i chcę tylko powgapiać się w ekran przez pół godziny urywając kolejny kawałek serialu. Ale muszę, bo przecież ADEK ZDAJE MATURĘ.

Zaczął wczoraj angielskim. Dziś druga część angielskiego (co ciekawe był akcent polski – interpretacja wiersza Miłosza And yet the books), jutro pierwsza część matmy. Potem tylko jeszcze matematyka stosowana, księgowość, business, fizyka i polski. Wszystko rozszerzone, czyli tutejszy higher level (jest jeszcze ordinary i foundation, taka zupełna podstawa). Z irladzkiego obowiązkowego jest zwolniony (ma szczęście, bo to ponoć jeden z trudnieszych przedmiotów, bardzo nie lubiany przez większość maturzystów), a polski zdaje jako język obcy, co oznacza, że będzie musiał napisać wypracowanie na … 300 słów. Mam nadzieję, że śmiech na sali;) Jak ktoś jest ciekawy jak wygląda matura z polskiego w Irlandii tutaj może znaleźć przykłady z lat poprzednich. W sumie to się nie denerwuję, chyba nie mam czym. Choć tfu tfu na psa urok, jakby co.
Moriniak będzie jutro, bo dziś dzień Adka.