Opiekunka nasza cudowna odeszła, w zamian przyjechali dziadkowie na całe dwa tygodnie bawić wnuczkę. Do tego mieszka z nami synek koleżanki przez dwa dni, mamy tydzień na skończenie korekty podręcznika, kończy się semestr co oznacza stosy prac do sprawdzenia a w roli wisienki na torcie mamy Adka wyjazd do Ameryki (dziś byliśmy w ambasadzie załatwiać wizę, w życiu nie widziałam takich środków bezpieczeństwa! kazali mi nawet malutkie perfumy z torebki zostawić na bramce). I maturę za dwa miesiące. Taka kumulacja. A dwa dni temu miałam bilans 8 miesięcznego niemowlęcia, jakim nieopatrznie (kiedy? kiedy?) stała się moja córeczka i pani pielęgniarka środowiskowa mnie nastraszyła, że ma małą głowę i chyba zarośnięte ciemiączko. Bo nie mogła wyczuć. To znaczy głowka jest na 25 percentylu i rośnie jest równomiernie od urodzenia, no ale przez to ciemiączko to lepiej sprawdzać i tak dalej, taki krótki niewinny komentarz, który wystrzelił mnie w kosmos i pół dnia potem czytałam o małogłowiu i w efekcie spałam całe dwie i pół godziny w nocy. Bo małogłowie to opóźnienie rozwojowe, albo niedorozwój, albo całe dziesiątki strasznych nieodwracalnych konsekwencji, Internet to przekleństwo, odpłynęłam jak za dawnych dobrych czasów, po prostu sail away sail away sail away, jak śpiewa mieszkająca po sąsiedzku Enya. W sumie dość nieczęsto zdarza mi się jeszcze taki atak internetowej hipochondrii, ale kiedy jestem przemęczona i przepracowana to mniej odporna psychicznie na takie ataki z nieświadomości. A przepracowani jesteśmy z M potwornie, nawet sobie nie zdawałam sprawy, jak bardzo napięty mieliśmy codzienny plan dnia, w jakim reżimie codziennym żyliśmy dopóki nie przyjechali moi rodzice i nie wzięli Morinki na spacer i na kolanka, a ja w ciągu tej godzinki albo dwóch z przyzwyczajenia z szybkością światła ogarnęłam kuchnię, pranie, pokoje i parę esejów. I poczułam się luksusowo kiedy ugotowano i podano mi zupę. Z ekologicznych najdroższych na świecie buraków z działki mojego taty, które to buraki przebyły 1700 mil drogą powietrzną razem ze swoimi witaminami i żelazem, po to, by mnie wzmocnić. Dziadkowie powinni jednak mieszkać za rogiem.