Tytuł 113

Nasza cudowna O. którą Morinek wita codziennie uśmiechami, która codziennie wychodzi z jej maleńkością na spacer, daje jej zupkę, nosi, buja, puszcza muzyczkę i opowiada bajki, nasz ideał opiekunki, który się nie zdarza w realnym świecie, właśnie w piątek spuściła bombę na całe nasze domostwo gdy oznajmiła, że dostała pracę i nie będzie mogła już się opiekować we wszystkie dni tygodnia. Na początku nie byłam zła, no bywa, samo życie, tym bardziej, że wiem, że pracy nie szukała, tylko praca znalazła ją. Powiedziała, że będzie z nami jeszcze pełne dwa tygodnie, a potem tylko 2 dni w tygodniu. Ale potem zrobiłam się bardzo zła, no kurcze blade, jest tylko 6 tygodni do końca mojej pracy, wiedziała, na ile potrzebujemy, mówiła, że bardzo jej to pasuje. No i teraz wprowadzać nową osobę Mo na 6, w sumie nawet nie – na 5 tygodni, bo w ostatni mam mniej godzin. Znowu zostawiać Moriniaka z całkiem nowym człowiekiem, zanim się przyzwyczai mi się semestr skończy. Ech. Ale potem mi przeszła złość, no cóż, dostała pracę, zdarza się, zależy jej, ja bym chyba tak samo, niestety niestety, zrobiła. Praca oczywiście na nią nie poczeka, niby jest to tylko na pół etatu, ale nie wiadomo co jej tam naobiecywali. No cóż, samo życie.

No to teraz kombinujemy jak koń pod górkę co by tu zrobić, żeby Mo zaoszczędzić traum i jak najmniej stresów zafundować. Na razie wymyśliłam, że M weźmie tydzień, a właściwie to trzy dni, wolnego, ja też jeśli będzie trzeba, na 10 dni przyjadą moi rodzice (tego to prawdę mówiąc trochę się boję, ach), ale prawdziwym wybawcą okazał się Adek, który ma niedługo TRZY TYGODNIE PRZERWY W SZKOLE, będzie mógł zostać z siostrą przez trzy środy i jeden piątek, bo tak wypada nam w kalendarzu. Trochę mnie to oczywiście niepokojem napawa, ale w środę jest to tylko półtorej godziny a w piątek dwie i pół – da radę?

Musi dać.

Do tego dostałam dodatkową pracę zleconą – korektę podręcznika, w większości taka dłubanina edytorska, plus dosłownie parę fragmentów trzeba uaktualnić, czyli trochę popisać. W sumie fajnie, ciekawie i wiadomo – 2 tys. euro piechotą nie chodzi, ale znowu wszystkie wieczory i weekendy wypchane pracą do pęknięcia prawie. I przyznam się, że liczyłam tu na to, że O będzie sobie chciała więcej zarobić i wziąć więcej godzin. A tu kuku, nic z tego.

Bieg przez płotki dalej zatem trwa, odetchnę w przyszłym roku(?).