Karmelek i zdolniacha, wszystko fajnie fajnie, tylko to nie zmienia wcale faktu, że. Że człowiek jest taki bardzo, bardzo, bardzo zmęczony, taki ciągle w pędzie, w stresie i po łebkach, taki wszędzie nieakuratny i z doskoku, taki z wyrzutami sumienia, że nie pobył tu, a nie doczytał tam i nie odpisał jeszcze gdzie indziej, taki przygięty do ziemi, bo ciągle coś i coś i coś i wciąż artykuł nie przeczytany, a studentom zadany do czytania, dom nie ogarnięty, obiad nie nastawiony, a sen nie dokończony. Wszędzie jakiś taki człowiek jest połowiczny i z wiecznym poczuciem nieprzygotowania, wiecznie jak uczeń przed egzaminem. Czasem człowiek się łapie w środku zajęć, że kompletnie nie wie o czym mówi. No nie wie. Patrzy się na slajdy, a one się patrzą na niego. I studenci też. A w głowie pustka. A potem powrót do domu, czas wyliczony co do minuty, bo niania, bo Morinek głodny po czterech godzinach i znowu od nowa. Morinka marudzi na dywanie i nie chce się bawić kolejnej minuty tą samą zabawką, a tu mleko trzeba ściągnąć, marchewki oskrobać, ziemniaki nastawić,wytrzeć podłogę, bo cała polepiona dżemem i znowu będzie wstyd przed nianią, na slajdy chociaż rzucić okiem przed wykładem, artykuł sobie przypomnieć, sprawdzić definicję ‚tożsamości’, sprawdzić 25 esejów, poodpowiadać na pytania studentów online, odpisać na maile, choćby tylko menagerowi. A w weekend przygotować wykłady na następny tydzień, z tego dwa całkiem nowe. A w nocy karmić nocnego ssaka. Pięć razy.
Za dużo, nie daję rady, nie nadążam, nie wyrabiam na zakrętach. Jak ktoś do mnie coś mówi, to szukam miejsca w głowie, szukam, szukam, szukam, otwieram jedną szufladę, a z niej się wysypuje aż, drugą, lecą stosy zdań, obrazów, terminów, numerów, porównań, analiz, przykładów, rozważań, i kolejną i kolejną i nie, przepraszam, nie ma takiej możliwości, nowej informacji w żaden sposób już nie zmieszczę w środku. Powiedz mi to jutro, powiedz mi to za tydzień, proszę, powiedz mi to w grudniu po południu, przypomnij mi o tym koniecznie, bo dziś zamknięte z powodu, że nieczynne.
Dopiero drugi tydzień, a ja już jestem bardzo zmęczona.

