Tytuł 121

Święta przebiegły pod hasłem ride the tide, czyli prosimy zapiąć pasy i cieszyć się jazdą. Odwiedził mnie brat z bratową i dzieciakami i zaprawdę powiadam wam: nie wiem, jak to nasze mamy robiły, bo mieć takie pięciomiesięczne razem z osiemnastomiesięcznym i trzylatkiem to jest ostra jazda bez trzymanki. Jak jedno zasypia, to drugie właśnie rzuca się na podłogę i przeżywa swoją małą tragedię, a trzecie dotrzymuje towarzystwa, żeby temu drugiemu nie było smutno tak samemu płakać. Pierwsze oczywiście zaczyna wtórować, bo zasnąć nie może i hejże hola. Także zapięłam pasy i poszłam na żywioł, przestałam ogarniać rzeczywistość, ale jak już się przestałam przejmować, to było bardzo fajnie. 

Nie mam czasu się teraz niestety rozwodzić, ani rozpisywać, więc tylko wam jeszcze powiem, że dziś odkryłam pierwszy ząbek. O_O

Oraz ją nakarmiłam pierwszy raz owsianką, bo jej wysokość nie chce pić z butelki. A ja wracam do pracy za tydzień.

A teraz wszystkiego co sobie zamarzycie na ten nowy rok! Mi się już udało, teraz kolej na was:)