Moja córkeczka skończyła w tym tygodniu 4 miesiące. I dotarło do mnie, że jeszcze tylko miesiąc i wracam do pracy. Jak byłam w ciąży, myślałam, że co tam, damy radę – przecież będzie miała prawie (no, bardzo prawie) pół roku, duże dziecko, prawda? Poza tym tylko na parę godzin w tygodniu. A teraz w gardle mnie ściska i strach mnie ogarnia, jak sobie pomyślę, że mam zostawić moją Morinkę, mojego Morinowca, Moriniaka najsłodszego z kimś obcym. Godzin też będzie więcej, niż myślałam, co ratuje oczywiście nas materialnie (tym razem nie wylądujemy na ulicy;), ale niedobrze dla Morinki – będzie codziennie z opiekunką. A w czwartek AŻ SZEŚĆ GODZIN.
I tu się zaczynają schody, bo jak wiecie Morinka ma swoje zdanie i – jak to Eks określiła – swoje obyczaje. Zasypia tylko przy cycku, na przykład. Ogólnie to nie jest problem i gdybym mogła zostać w domu, to może tak zasypiać i przez rok – w końcu dzieci są tak ewolucyjnie zaprogramowane, mleko zawiera substancje usypiające i tak dalej, jest to przyjemne dla dziecka i dla mamy, która ma wymówkę, żeby sobie poleżeć i poczytać. Ale w tej sytuacji to jest katastrofa. Nie można uprawiać Rodzicielstwa Bliskości, jak się idzie do pracy po pięciu miesiącach, niestety.
Postanowiłam zatem troche Moriniaka poprzestawiać i nauczyć. Tylko JAK? Teorie nt. wychowania dzieci są wzajemnie sprzeczne a net jest pełen samozwańczych ekspertów o skrajnie przeciwnych poglądach i nawet wśród psychologów nie ma zgody co różnych bardzo istotnych aspektów życia niemowlaka – na przykład choć większość twierdzi, że jakikolwiek trening spania to tylko po 6 m.ż., część uważa, że przestawnienie dziecka na inne obyczaje można zacząć już po 3 miesiącu. Im więcej czytamy, tym jaśniejsze staje się, że wychowanie dziecka jest bardziej ideologią, niż nauką. Można oczywiście powiedzieć tak, jak moja koleżanka i zdroworozsadkowe mamy z forum: rób to, co ci podpowiada intuicja. Szkopuł w tym, że moja intuicja jest niespójna jak polityka społeczna PIS. Intuicja bowiem to nic innego jak przed-werbalny obraz świata, nastawienie oparte na przed-rozumowym konglomeracie uczuć i schematów działania, które nabywamy w wiekszości we wczesnym dziecińtwie na podstawie tego, co – oczywiście – robili nasi opiekunowie. I u mnie ten obraz, ta podstawa też jest wzajemnie sprzeczna, wykluczająca sie i zaplątana. Mama stosowała Rodzicielstwo Bliskości w połączeniu z totalnym poświęceniem,poniżeniem i udręczeniem siebie. A kiedy już nie mogła znieść braku granic wpadała w szał i histerię. I pewnie dlatego związała się z moim tatą – bo tato to człowiek z betonu. Tato stosował rodzicielstwo Macht und Ordnung, którego nie powstydziłaby się żadna Hausfrau, tato lubi mówić, że wszystkie dzieci powinny wychowywać się w domu dziecka, bo tylko dyscyplina i porządek robią z dzieci ludzi. Tato kochał dzieci jak Margaret Thatcher górników. Mama pozwalała nam skakać po stole, tato wyłączał nam telewizor w środku trzeciego odcinka Winnetou, bo czas oglądania się skończył.
I teraz taka ja, skrzyżowanie histerycznej Matki Teresy z Żelazną Damą mam wychowywać moją córeczkę. Jak, drogi pamiętniczku, JAK?