Tytuł 129

Nosisz. Bujasz. Przytulasz. Przebierasz. Rozśmieszasz. Śpiewasz. Tańczysz. Karmisz. Bujasz. Nosisz. Przytulasz. A ten maleńtasek marudzi i marudzi – i jak nie chciał spać, tak nie chce! 

Coś nam się zepsuło tym razem w drzemkach – zasypia tylko po wielkim krzyku, oczywiście na rączkach, bujana i przytulana przez dwadzieścia minut po to, by obudzić się po pół godzinie. I po dalszych dwóch kwadransach znowu jest zmęczona, więc znowu nosisz. Bujasz. Przytulasz. Przebierasz. I tak dalej. 

Dziś poczułam się bardzo zmęczona. To nic, że budzi się w nocy z 5 – 6 razy, no dobrze, jakoś to przeżyję. Może jest zmarznięta (rączki jak lód! zimno jest u nas w sypialni), może chce sie przytulić, może tak po prostu ma. Nie chce jeździć w wózku – no dobrze, może nie lubi. NIektóre dzieci nie lubią. Może jest nudno, może się już zraziła, a może tak po prostu ma. Ale kiedy od trzech dni zaczęła się zanosić płaczem przed drzemkami, to już naprawdę naprawdę naprawdę … nie wiem co. Poczułam się bardzo zmęczona. 

A potem idziemy do koleżanki z wizytą, maleńtasek ani miauknie przez całą drogę, u koleżanki zasypia w 10 minut i przez całą wizytę jest jak ANIOŁECZEK, wracamy na piechotę 20 minut, Morinek w wózku SIĘ UŚMIECHA do lamp i wszystko mi w środku topnieje.

Te dzieci. Tak mają po prostu.