Tytuł 134

Mam ostatnio wrażenie, że dorastamy, w sumie przydałoby się po czterdziestce, prawda? Dorastanie jak wiadomo jest bardzo bolesne, bo trzeba zrezygnować z dziecięcych fantazji, przejść przez nastoletni katastrofizm, przyjąć odpowiedzialność, ale i zrozumieć swój dość ograniczony wpływ na losy świata. I zaakceptować świat jakim jest. Zły i dobry równocześnie, kojący i okrutny, fantastyczny i upiorny.

Niełatwo jest postrzegać rzeczywistość w całej jej złożoności, niełatwo nie dać się zapędzić w jeden z kozich rogów i ani nie wieścić końca świata, ani też nie być pożytecznym idiotą. Skomplikowane kwestie są skomplikowane i nie można ich rozwiązać jednym prostym posunięciem, ale ludzie – my, ja, wy – nie lubimy się męczyć i sięgamy chętniej po wyjaśnienia łatwe. Stereotypy. Uprzedzenia. Uproszczenia. Obrazy świata oparte o prosty biologiczny podział my-oni, swoi-obcy, bezpieczni-niebezpieczni itd itp. A korzysta na tym system, bo pośród tych całych kłótni nic sie nie zmienia. Może tkwić w homeostazie. Czyli status quo zostaje zachowany – biedni zostają biedni, bogaci się bogacą, potężni się zbroją, malutcy są wykorzystywani, a uchodźcy są idealnym kozłem ofiarnym. Bo są mali, czarni i kosmaci. Brudni. I śmierdzą. I śmiecą. My im wszystko – stare koce i butelki w wodą, a oni śmiecą. No jak oni śmieją! Smią? Jak mogą! A do tego nie wierzą w Boga. To znaczy wierzą, ale w innego, czyli nie wierzą. Są brudni, brzydcy, głupi i zacofani, a do tego groźni, o! właśnie – są przecież GROŹNI! więc zwalnia nas to z chrześcijańskiej postawy, bo przecież nie nastawimy drugiego policzka, gdy przyjeżdżają tu gwałcić, ścinać głowy i się rządzić! Prawda? I wszystkie dzieci nasze są, ale tylko wszyskie nasze są nasze, przecież to oczywiste, bo tamci to się rozmnażają jak zwierzęta po prostu. Dać im trochę pomocy humanitarnej, a oni już hop! I znów się rozmnożą, jak króliki, i potem tylko łapy po jeszcze więcej i po zasiłki i domy chcą za darmo! ZA DARMO!

Polski Internet – chrześcijański głos w Twoim domu:

Właściwie z całego naszego humanitaryzmu jesteśmy zwolnieni, kiedy ONI są groźni, nasza wiara już tak daleko nie sięga, a co dopiero empatia. Kiedy czeka nas rychła zagłada z rąk muzułmanów, atak staje się obroną konieczną a wyciągnięcie ręki i ludzkie współczucie – głupotą.

Ale skoro nie można otworzyć granic i przyjąć pięćdziesiąt milionów ludzi, to co?

Co można zrobić?

Czy coś można zrobić?