Tytuł 142

Pewno macie rację, zmęczenie nocnym budzeniem i codziennymi wymaganiami Morinki zaciemniły mi umysł. Morinka jest cudem, co nie zmienia faktu, że taki malutek to codzienny kołowrót – od rana do wieczora jest się na każde płaknięcie, czasem chce być w poziomie, a czasem w pionie, czasem w chuście może być, a czasem chusta jest zła, czasem chce jeść, a czasem tylko pomarudzić przy cycku, i zgaduj zgadula, a jak nie zgadniesz, to włącza alarm, moja syrenka. Alarmowa. A w nocy pobudki co 2 godziny. Karmię piersią, więc to podobno dość normalne i wyspanej nocy można się spodziewać koło roku, ale wiedza ta jedynie w niektórych dobrych chwilach pomaga na zmęczenie. Gdyby to jeszcze było samo budzenie i jedzenie, ale oczywiście trzeba dziecko potem odbić, często też przebrać, potem się uleje i trzeba znowu trochę podkarmić i z dwóch godzin zostaje godzina na sen. A czasem budzi się co półtorej i wtedy mam wrażenie, że zupełnie nie spałam. Piszę tu oczywistości, które wszystkie znacie, ale podejrzewam, że już zapomniałyście;) W sumie jak na to inaczej spojrzeć, to mam szczęście, że M jest teraz w domu, bo mogę mu podrzucić małą rano na dwie godzinki i dospać. Inaczej bym chodziła jak zombi.

Morinka nawiązuje kontakt. Zaczyna głużyć, wodzić wzrokiem, uśmiechać się również i do mnie i jak pomyślę, że jeszcze 7 tygodni temu była w brzuchu, to nie mogę uwierzyć. W to, że jest tutaj.

Jeszcze czeka na mnie wpis o Adziarzu, bo w tym całym zakręceniu małym człowiekiem nie wolno zapomnieć o dużym bracie. Który w tym roku ma maturę, rany julek, zupełnie mi się to nie podoba. Jeszcze jest niedojrzały jak szczypiorek na wiosnę, jak śliwki w maju, egzamin dojrzałości u siedemnastolatka brzmi jak żart. No ale. NIe mamy wyjścia. 

Adek zachwycił się oczywiście Morinką, od początku przybiegał, żeby się trochę na nią popatrzyć i mówił Ale fajna jest Morinka, nie? Ale minęło trochę czasu i pięćdziesięciosześcio centymentrowy człowiek zaczał nas ustawiać pod sznurek i nawet POŁOWY długo obiecywanego filmu nie dało się wczoraj obejrzeć razem z Adkiem (maleńtas zdecydował, że mamusia musi leżeć koło niego, bo inaczej włącza alarm, więc po półtorej godzinie wysmykiwania się, kiedy już już się wydawało, że usnęła i powrotu w te pędy, kiedy jednak się nausznie okazywało, że nie, poddałam się). Chłopaki obejrzeli film sami. Ale coś czuję, że choć świadomie Adziarz jest bardzo racjonalny i wie, że nie ma co się buntować i porównywać z sześciotygodniowym noworodkiem, nieświadomie może trochę odczuwać, że oto mały potwór odebrał mu mamę i tatę. 

A nasza syrenka (alarmowa) wygląda tak:

tu się zamierza zaraz rozpłakać:

Ale dziś, dziś byłam na MIEŚCIE!

Zwykła handlowa ulica Dublina, zwykli ludzie w gorączce zakupów w sobotę, ludzie, dotychczas zauważani przeze mnie dopiero, jak na nich wpadałam, a ja się czułam ja na wakacjach. Egzotycznie i odświętnie.