Morinka już po drugiej stronie brzucha!


Morinka już po drugiej stronie brzucha!


40+5
Miałyśmy różne przygody, ale jeszcze nic.
(Dla bardzo wrażliwych i łatwo obrzydzających się piosenka:
a reszta czyta dalej.)
W środę oglądaliśmy z Adziarzem Grę O Tron i pół nocy ostrym nożem otwierałam zakrwawione małże, krew spływała mi po czarnym płaszczu i nogach, obudziłam się w mokrych majtkach. Ale nie była to krew, więc poszłam spać dalej postanawiając wyspać się przed pójściem do szpitala. Póki jeszcze mogę. W czwartek w szpitalu okazało się, że to nie były to też wody, hehehe, i wróciłam do domu.
W piątek rano miałam kolejną planowaną wizytę, tym razem u tzw. konsultanta, czyli lekarza specjalisty. System w Irl działa tak, że na wizyty kontrolne chodzi się do położnych i GP (lekarza pierwszego kontaktu), specjalistę widzi się tylko na samym początku i w razie jakiś problemów. No i jak się już przenosi ciążę. Lekarka zrobiła mi USG (którego też się nie robi na każdej wizycie), badanie wewnętrzne i tzw. sweep, czyli delikatne pobudzenie szyjki i kazała wrócić za tydzień na rozmowę o wywoływaniu porodu. Bo na nic się w najbliższym czasie nie zanosi.
W piątek w nocy znowu obudziło mnie uczucie mokra i tym razem była to krew, po porannym sweepie. Zadzwoniłam na porodówkę i kazali mi przyjść na badanie. Z Morinką wszystko dobrze, dalej żadnych skurczy ani bóli, ale zostawili mnie na obserwacji. Krwawienie ustało. Nie spałam całą noc, pani z łóżka obok potwonie chrapała, a kiedy się obudziła o szóstej rano zaczęła chrząkać, odkrztuszać i połykać gluty. Tak przez pół godziny. Potem znowu pochrapała, a potem zaczęła gadać przez telefon, przez następne dwie godziny. Pocieszałam się tym, że czekam tylko na kontrolne badania, szczepionkę z przeciwciałami (mam Rh-) i wypis. Ale w sobotę rano na wizycie młody lekarz, Polak, jak się po chwili okazało, stwierdził, że nie ma na co czekać i trzeba wywoływać poród. Że po terminie, że skoro już tu jestem, no i ze względu na mój wiek. Że takie są zalecenia Irlandzkiego Towarzystwa Ginekologicznego, skomplementował mnie przy tym, że lekarka nic o tym nie wspomniała bo jakoś umknął jej mój wiek – tak młodo wyglądam;) Mam zostać w szpitalu a w niedzielę rano zaczną, bo teraz porodówka pełna. Wyobraziłam sobie kolejną noc w pokoju z panią z łóżka obok, charkającą, chrapiącą i jęczącą, bo właśnie zaczęli jej wywoływać. A potem kolejną noc na leżąco z czopkami na skrócenie szyjki. I jeszcze kolejną z kroplówką. Powiedziałam mu, że jestem bardzo bardzo niechętna wszelkim medycznym interwencjom i ustaliliśmy, że poczekam jeszcze na jedno KTG i USG i wtedy zadecydujemy. Wieczorem się okazało, że jak zwykle, jak zawsze, z Morinowcem wszystko dobrze, skacze i pływa i jest cała szczęśliwa, cała reszta też jest ok, a zatem poza moim wiekiem i byciem po terminie nie ma żadnych wskazań do takiej poważnej interwencji. Że to statystyka, no ale jak nie kontroluje się innych zmiennych poza wiekiem to statystyka mnie nie przekonuje. Zgodził się zatem mnie wypisać, ale z zaleceniem zgłoszenia się do szpitala we wtorek na wywoływanie. Jakbym nie zaczęła wcześniej.
Oczywiście, że przyjdę, ale z całą resztą zobaczymy. Nie nastawiam się na kategoryczne nie, bo nie będę się kłócić z medycyną, ale nie dam się zakroplówkować bez dokładnych badań.
W nocy dostałam lekkich skurczy, ale już się wszystko zdążyło uciszyć. Wdrożyłam wszystkie metody (podobno najlepszy jest seks). Adek jutro rano wyjeżdża;)