Promocja się skończyła i jeszcze nie zdążyłam się nacieszyć wyleczonym i niebolącym tym, o czym panienki z dobrego domu nie mówią nawet szeptem (nacieszyć! cieszenie się kosztowało mnie 6 godzin spędzonych w piątek na pogotowiu położniczym, by wydębić antybiotyk, bo coś mi się tam zaczynało niefajnego i wolałam na zimne dmuchać pamiętając miesiąc spędzony w szpitalu z Adziarzem, 6 godzin jak mordę strzelił, bo byłam przypadkiem nie nagłym i tkwiłam tam jak paprotka z Moriniakiem patrząc jak coraz to nowe ciążanki wchodzą do gabinetu przede mną, no ale przescież nikt nie umarł na infekcję w ciągu paru godzin, więc poczekać mogłam, nie?), a zatem jeszcze się na dobre nie ucieszyłam, jeszcze mnie ciągnęło tu i ówdzie, jak w niedzielę powaliła mnie RWA KULSZOWA.
Nagle przestałam móc chodzić, w ogóle jakiekolwiek przemieszczanie nie wchodziło w grę. Podniesienie Moriniaka w nocy do odbicia okupione było bólem, przebranie jej takoż, karmić mogłam tylko na leżąco, pójście do toalety to jedyny spacer na jaki mogłam się zdobyć. Wujek G podpowiedział diagnozę: RWA KULSZOWA. Cholera jasna! Pierwszy raz w życiu mnie dopadła, tak to się mści zła postawa przy karmieniu noworodka! Kobieta w połogu naprawdę jest DELIKATNA! Przez całą ciążę byłam dumna z tego, że mnie nic nie boli, żadne tam bóle pleców czy barków, żadna tam zadyszka, puchnięcie nóg czy inne słabości! Prewencja! moje drogie panie, głosiłam wszem i wobec, najważniejsza jest PRE-WEN-CJA, prawiłam swoje mądrości czy ktoś chciał słuchać, czy też nie. Dumna i napuszona, zadowolona z własnej zapobiegliwości, zaopatrzona w jogę, filmiki z youtube i stos książek wkroczyłam w czas po-porodowy, patrzcie oto ja! czterdziestoletnia, ale zdrowa! wyglądam jak trzydziestka! super się czuję! Pewna byłam, że mi się udało oszukać biologię.
Ale nie ma tak łatwo. RWA KULSZOWA przyszła i nauczyła mnie pokory. Czołgając się po podłodze, żeby przebrać Morinkę odrabiam swoją lekcję.
****
A Morinka jak zwykle SUPER.
Na ulicy Trybunalskiej
Mieszkał sobie Słoń Trąbalski…
Natrąbił się mleczka i poszedł spać – jak mówi M.
W ciągu tygodnia przytyła PÓŁ kilo. Jak do niej mówię, to przerywa wydzieranie się i (czasem) grzecznie czeka, aż ją podniosę, utulę, przebiorę czy nakarmię. Czasem, oczywiście. A poza tym to je, je, je i śpi, czyli wszystko to, co noworodki robić powinny. Oprócz tego się uśmiecha, choć podobno to tylko uśmiech odruchowy – ale jakoś nie robi tego, jak jest nieszczęśliwa, nie?
Skradła serce Adziarza i M.