Tytuł 153

Morinka śpi. Życie kręci się wokół karmienia, spania, przebierania, prania, karmienia i przytulania. I karmienia. I jeszcze przytulania. Morinka nalepiej się czuje na moich rękach z cyckiem w buzi. Godzinami. Trochę je, trochę się przytula, trochę się na mnie patrzy, trochę zasypia. Wszystko po trochu.

Pół roku jest tylko dla Morinki, postanowiłam sobie jeszcze w ciąży, pół roku chcę jej dać, pół roku jak naładowanie baterii, jak wałówa na przyszłość, jak inwestycja z najwyższą stopą procentową, pół roku jak polisa ubezpieczeniowa przeciw chorobom psychicznym i neurozie. I będę robić wszystko, czego ona potrzebuje, nie przeszkadza mi zatem to jej przytulanie. I jedzenie. Świat takiego maleńtasa jest bardzo trudny i ssanie jest jedyną przyjemnością i pocieszeniem, maleńtas nawet jeszcze nie wie, że istnieje, nie odróżna co jest nim a co nie-nim, matka, która go przytula jest nim, cycek jest nim, wszystkie dźwięki i zapachy są nim.

Winnicot wręcz pisze, że nie ma dziecka – na samym początku noworodek nie istnieje bez opiekuna, roztapia się w zewnętrznej rzeczywistości, w zapachach, dźwiękach i obrazach i bodźcach, jest w stanie przed-integracji, kiedy wszystko jest nim a on wszystkim tym, co do niego dociera. Dopiero matka przytulacjąc i trzymając tworzy niemowlę, wyznacza granice pomiędzy jego istotą, a światem zewnętrznym. Pisze też, że matka w połogu znajduje się w lekkiej psychozie, odmiennym stanie psychicznym, jest tak utożsamiona ze swoim dzieckiem, że jego potrzeby odgaduje jakby za pomocą magii, całkowicie empatycznie dostrojona do pierwotnego bytu, skupiona na rozumieniu najmniejszych sygnałów wysyłanych przez noworodka.

 

Poród.

Przygotowywałam się od jakiegoś czasu i zdążyłam samą siebie przekonać, że bezbolesny poród jest możliwy. Powiem tylko: o naiwności!

O trzeciej w nocy z niedzieli na poniedziałek obudził mnie skurcz, wcale nie taki silny. Ale już nie mogłam zasnąć. Adziarz w poniedziałek rano jechał na wakacje i wyraźnie Morinka czekała z przyjściem na świat aż do jego wyjazdu. A może to moje ciało czekało chcąc mieć jak najwięcej intymności i spokoju. Leżałam i starałam się zrelaksować, zastanawiając się czy to już, czy jednak fałszywy alarm. Po piątej wstał Adziarz szykując się na lotnisko, chwilę później M. Skurcze nie mijały. Poczułam nieprzepartą potrzebę poskładania stosu popranych rzeczy kłębiących się na fotelu, tak na wszelki wypadek. Chłopaki pojechały na lotnisko, skurcze stawały się coraz silniejsze. Pobujałam się trochę na piłce, wykąpałam się i poczułam, że to chyba to i że – nomen omen – kurcze blade przyśpiesza! Zadzwoniłam na wszelki wypadek do M, że się zaczęło, ale spokojnie, mamy jeszcze czas. M pojawił się po godzinie i dalszych paru telefonach. Byłam już ubrana i gotowa, wzięliśmy torbę i poszliśmy do szpitala.

Czas się zatrzymał.

Poniedziałek był dniem świątecznym, na ulicy zupełnie pusto, szerokie niebo z krzyczącymi mewami.

Jak na filmie przystanęłam opierając głowę o murek, kiedy przyszła kolejna fala.

Na izbie przyjęć położna stwierdziła, że rozwarcie jest tylko na 2 cm, co mnie niemożebnie zdziwiło. Powiedziała, żebyśmy sobie pospacerowali przez dwie godziny i potem mnie ponownie zbada, że mogę sobie posiedzieć na piłce, mogę chodzić sobie po szpitalu, a M żartowniś zapytał się, czy możemy iść na kawę albo spacerować po ogrodzie. Wyszliśmy z izby przyjęć i zdołałam tylko dojść do schodów, tam uczepiłam się barierki i stanowczo stwierdziłam, że dalej nigdzie nie idę. Bardzo dobrze mi się tam stało – na środku jasnej klatki schodowej, patrząc się na niebo za oknem i ludzi wchodzących i schodzących po schodach. Takie intymne miejsce do rodzenia;) Potem wróciliśmy do poczekalni i po godzinie na piłce z powrotem na fotel. 3-4 cm, z dzieckiem wszystko dobrze, idziemy na porodówkę.

Pokój był przestronny i jasny, z wielkim łożem jak dla królowej, maszynami, co robią PING! i śnieżnobiała łazienką. Przywitała mnie położna i omowiłyśmy moją listę życzeń, z których, niestety, basen odpadł na wstępie, ze względu na wsześniejsze krwawienia. Ale wszystkie inne możliwości pozostawały otwarte – epidural (ZZO) jeśli tylko wyrażę takie życzenie, gaz rozweselający, prysznic, piłka, sake, spacery. Powiedziałam, że chcę mieć poród jak najbardziej naturalny i wszelkie interwencje medyczne tylko w razie nieubłaganej konieczności. Położna była spokojna …