Jupi!
Wczoraj dostałam maila z Uni z zapytaniem kiedy zamierzam wrócić do pracy i zaraz następnego, że w takim razie wykład 7 stycznia będę już prowadziła ja.
Czyli zwycięstwo! nawet bez odwoływania się do sądów;)
Tak sobie właśnie myślałam, że raczej to była inicjatywa pani pracującej w biurze, której się nie chciało wypełniać dokumentów, układać planów pode mnie i szukać kogoś na zastępstwo na 3 miesiące. Ale gdybym nie była bardziej dociekliwa to łyknęłabym to bez żadnego sprzeciwu. No i zawsze warto ich postraszyć – Uniwerek raczej nie lubi być posądzany o dyskryminację i unika złej sławy. Ale zawsze trzeba być zdecydowanym iśc do sądu jakby co.
No to wielkie uff.