Tytuł 173

Ósmy miesiąc jak Teatr Ósmego Dnia – codziennie dramat. Skalę wzruszenia od 0 do 100 przemierzam w 10 sekund, ale jak tu nie być emocjonalną, jak wciąż się czuję jak żołnierz na froncie. A już bym sobie usiadła przy ognisku , zzuła onuce i walnęła setę;)

A tu ciągle płaczę i płaczę!

W zeszłą środę dowiedziałam się, że nie dostanę kontraktu na Uni (moja druga, dodatkowa praca) na przyszły rok ze względu na to, że jestem w ciąży. Cudowna wiadomość po miesiącu stresu i obaw o moją pierwszą pracę! Najlepsze jest w tym wszystkim to, że mi ją już zaoferowali, a ja grzeczna i uczciwa zanim podpisałam kontrakt (który zawsze wysyłają mi pocztą) napisałam do nich, że jestem w ciąży. No to oni, że bardzo im przykro, ale nie mogą dać mi godzin, mogę się zapytać w przyszłym roku w maju. No to ja, że trudno, że rozumiem. Taka grzeczna dziewczynka ze mnie. Ale minęło czasu mało-wiele, poszłam na moje codwutygodniowe spotkania aktywistów, a tam dziewczyny mówią, że to jest czysty przypadek dyskryminacji i w ogóle, powinnam być oburzona i walczyć i nie łykać wszystkiego jak pelikan. 

Jeszcze miałam ostatnie papiery pracowe na głowie, właśnie niestety do Uni, które mi szły jak krew z nosa, a po takiej wiadomości to już w ogóle obrzydzeniem mnie napawały i nie mogłam ich skończyć. Alem już się wewnętrznie przygotowała na walkę – ach znowu! nie czas odpoczywać przy ognisku! – i zaraz w poniedziałek rano, jak tylko ostatnią robotę wysłałam, napisałam parę maili do polecanej osoby ze związków (pozdrawiam serdecznie Ake!), w których nota bene nie jestem, do koleżanki, która MA KONTAKTY, wyguglałam parę rzeczy i oto oczywiście voila! okazało się, że HUJE JEDNE JEBANE (przepraszam, że przeklinam, ale za to ortograficznie) nie mają racji, bo jak mi już zaproponowali kontrakt, to nie mogą go cofnąć tylko dlatego, że jestem w ciąży, bo to DYSKRYMINACJA ZE WZGLĘDU NA PŁEĆ, proszę bardzo! wiedziałyście? ja też nie. Do czasu. A zatem walnęłam im maila, że właśnie w tej sytuacji obawiam się, iż nastąpił przypadek dyskryminacji ze względu na płeć, albowiem pracodawca nie może wycofać się z oferowania pracy osobie, którą był uznał już za nadającą się na to stanowisko i której już był zaproponował pracę, nie może zatem wycofać swojej oferty tylko dlatego, że mogłyby go spotkać niekorzystne konsekwencje wynikające z tego, iż osoba ta jest w ciąży. O czym pracodawcę poinformowała w dobrej wierze przed podpisaniem kontraktu ale już po przyjęciu proponowanego stanowiska. A zatem bardzo uprzejmie proszę o ponowne rozważenie swojego stanowiska w tej sprawie, bowiem byłabym bardzo szczęśliwa mogąc kontynuować moją pracę dla waszej szacownej instytucji. Takiego im właśnie maila wysmażyłam, trochę na wyrost i na postraszenie, bo przecież dyskryminację to trzeba jeszcze UDOWODNIĆ przed sądem, ale liczyłam na to, że będą się bali złej sławy i szalonej kobiety w ciąży, która wiadomo – może posunąć się do wszystkiego – i cofną swoją nieprzemyślaną decyzję.

I może ktoś się zaraz oburzy, że z punktu widzenia pracodawcy to chamstwo jest i bezczelność, ale przepraszam bardzo, macierzyński matce się należy jak psu buda, jak wakacje pierwszakom, jak deputat węglowy górnikom, jak sesje u psychologa strażnikom więziennym, jak AA alkoholikom, jak mundur żołnierzom, jak czepek pielęgniarkom, jak sen dzieciom i należy tak sobie zorganizować pracę, jak się jest pracodawcą, żeby móc tej kobiecie dać wolne na pół roku. Czy ile tam potrzeba. A potem przyjąć ją z powrotem, jeśłi by taka była jej wola. I nie jest to żadna łaska, ale jej PRAWO. I sprawiedliwość, jeśli już o to chodzi. Jeślibym była bowiem zatrudniona na etat, to w ogóle żadnego problemu by nie było, cienia problemu, nikt by nawet nie kwestionował moich praw w tym względzie, a ta głupia baba, co to wycofała mój kontrakt, to na pewno nawet nie pomyślała, że JEJ by się macierzyński mógł nie należeć. No bo przecież. Ale nie ze mną takie numery, Bruner! (Stałam się wyjątkowo waleczna w tej ciąży, czuję się jak niedźwiedzica i będę gryzli!).

 

 

Mam wrażenie, że końcówkę tej ciąży mam wyjątkowo pełną wyzwań, na szczęście z Morinką wszystko dobrze, kopie, bryka, serduszko jej bije, puszczam jej Bolero Ravela w wykonaniu Wiedeńskiej Orkiestry Symfonicznej (dzieci które słuchały muzyki klasycznej w łonie matki w wieku 6 miesięcy miały lepszą koordynację motoryczną), czytam jej wierszyki Tuwima, biegamy raz-dwa razy w tygodniu (oj, dziś było 3.5 km w zawrotnym tempie 8 minut/km), choć przyznam się, że już sapię jak ta lokomotywa, brzuch mam jak piłka, ale lekarska;) przytyłam od początku 8 kg. Rano ćwiczymy jogę, ale czasem nie możemy spać, tak, jak dziś. Za dużo emocji, Morinka, nie?