Tytuł 181

– A co pani zrobi, jak łożysko dalej będzie nisko? – zapytała pani doktor.

– Nie polecę. 

A zatem nie lecę do Polski. NIe zobaczę rodziców teraz, nie będę na chrzcie bratanka, nie pójdę do dentysty (hehe, lubię), nie powącham majowego Wrocławia, nie wkroczę w ten obłęd kwiatów, zapachów, kolorów i balsamicznego powietrza. Smutno, trudno, nie mogę ryzykować. Nie mam żadnych objawów niepokojących – nie plamię, nie krawię, nie mam żadnych skurczy, ale rada pani doktor była bardzo jasna: nie lecieć. Bo jakby co. To.

Jeśli łożysko się nie podniesie pod koniec ciąży awansuje na tzw łożysko  przodujące (a tego bardzo bym nie chciała) – kiedyś najczęstsza przyczyna śmierci przy porodzie z powodu krwotoku. Teraz standardowo robi się cesarkę w takim przypadku, więc AŻ takiego zagrożenia nie ma. Oprócz nagłych, bezbolesnych krwotoków w 2 i 3 trymestrze, które w dodatku nie wiadomo czym są prowokowane. Dlatego lekarka odradzała lot. Ale oprócz tego zakazu nie dostałam żadnych zaleceń – bieganie (hehe, jakie tam bieganie, bieganie brzmi dumnie, a tu trucht w tempie 7.30 na kilometr) – można, jazda na rowerze – proszę bardzo, ćwiczenia – jak najbardziej, o seks się nie zapytałam;) Z różnych polskich forów wiem, że lekarze często zalecają leżenie plackiem, albo chociaż oszczędzanie się – żadnych długich marszy! żadnego chodzenia do sklepu! A tu nic. Polskie fora pełne są krwawych historii grozy i nagłych cudownych przywróceń życiu. Staram się w tym wszystkim jakoś nie nakręcać sobie hipochondrii, nie zgadzam się na paranoję, odmawiam życia w strachu, postanowiłam słuchać lekarzy i swojego ciała i mieć Evidence Based Pregnancy, czyli ciążę opartą o dowody naukowe;) Przegrzebałam zatem pubmed i okazało się, że lekarze rzeczywiście nie wiedzą, co prowokuje krwotoki i w dodatku nie ma żadnych dowodów, że leżenie im zapobiega. A zatem będę prowadzić normalne życie ufność pokładając w tym, że mieszkam 2 minuty od najlepszego szpitala położniczego w kraju. Jakby co.

W piątek skończyły się wykłady. Przeżyłam, dałam radę, czuję wielką ulgę. Było naprawdę ciężko pod koniec – studenci z pracami licencjackimi, co się właśnie obudzili i zobaczyli, że mają problemy ze statystyką, 150 esejów do sprawdzenia, czyli jakieś 300 000 słów, czyli ponad 1000 stronicowa książka do poprawy, napisana przeważnie takim stylem, że aż bolą zęby, do tego wykłady, wykłady online, maile i tysiące drobnych spraw, jak na przykład pytanie egzaminacyjne Żmijessy, na które odpowiedzi szukałam w bibliotece pół soboty. I nie znalazłam. Byłam tak zmęczona, że we wtorek, kiedy spałam tylko 4 godziny a o 9.30 wieczorem skończyłam wykład przez Internet (półtorej godziny mówienia do czarnej dziury) i poszłam do kuchni zrobić sobie herbatę, zrobiło mi się słabo i zaczęło mi się kręcić w głowie. Położyłam się, zjadłam łyżkę miodu, ale kręciło mi się jeszcze dobre dwie godziny. Wtedy się naprawdę przestraszyłam i przez chwilkę, chwileczkę miałam krótki atak paniki, że może to jednak coś poważniejszego niż przemęczenie, ale szybko siebie wyśmiałam za takie myśli, moja droga głupiutka nie_ty, spałaś 4 godziny, nie jadłaś nic od godzin 5ciu, pracujesz od 11stu i jesteś w 6tym miesiącu ciąży i postanowiłam, że nie ma tak, Morinka jest najważniejsza, najwyższy czas ustawić sobie priorytety. I ustawiłam. I myślę sobie, że gdyby nie joga, jazda na rowerze, medytacja i takie inne, to naprawdę bym siebie zajechała, bo mam do tego tendencje. 

A Morinka w najlepszym porządku, brykała sobie na USG, kiedy pani doktor starała się dostrzec moją szyjkę macicy. Kopie, chyba zaczyna mieć czkawkę, bo czuję czasem takie regularne postukiwania. Rośnie. Ma już prawie kilogram. Rozmawiam z nią, podobno już słyszy, widzi i czuje smaki tego, co jem w ciąży. Pełen odjazd! Uczy się rozpoznawać mój głos, głos Mi i Adziarza. Fałduje sobie mózg, więc zaczęłam znowu jeść tran, coby dostarczyć jej DHA. Spędza kilkanaście godzin na dobę w fazie REM – kiedyś myślano, że dziecko w brzuchu śpi snem wolnofalowym, tym najgłębszym regenerującym, a tu niespodzianka – nienarodzone dziecko spędza najwięcej czasu śniąc. Ciekawe o czym?

Zaczynam siódmy miesiąc dzisiaj. Ze smakiem powoli obkładam się literaturą na temat wychowania dzieci.