Tytuł 184

Wczoraj jeszcze szybko okna pach i pach, wszystkie na raz, jeśli chodzi o okna to tu jest łatwiej, bo myjemy tylko z wewnątrz, albo trudniej – zależy od perspektywy, bo z zewnątrz to musi taki specjalny pan przyjechać z myjką na drabinie, bo tutaj okna są na taki patent, że zawiasy tylko poziomo, co oznacza, że się leciutko uchylają na zewnątrz i tyle, ale ich umyć od tamtej drugiej strony to się nie da . Ale jak się nie da, to się tym nie kłopoczę i już! I dzięki temu mam wszystkie umyte, choć ostatni raz jak miałam umyte, to Kasia siedząc u mnie późnym wieczorem zapytała się, czy śnieg pada. Ale tam. Więc, wracając do tematu, więc wczoraj szybko okna, paszetety dwa, kuchnię ogarnąć i cztery prace do sprawdzenia. Tylko cztery. Za to bardzo długie. I dziś też tylko cztery, ale TAK MI SIĘ NIE CHCE, o radości, jak bardzo mi się nie chce, chcę mieć WOLNY dzień, przez kałuże iść godzinę albo dłużej, trzy godziny lizać lody, gapić się na samochody, cały dzień się w wanne chlapać (o to totototo!) i tak dalej, tak mi się kompletnie nie chce, już po dziurki w nosie, po uszy, po szyję, tak okropnie, tak okropnie mi się nie chce, że chyba zaraz je machnę, bo jutro to już pewno będę miała wstręt organiczny i spazmy na widok esejów.