Tytuł 186

A w piątek nagle bach! Adek 40 stopni gorączki, ach te wyłażenia z mokrą głową, bez rękawiczek, bez podkoszulki, ach te niejedzenie ciepłego obiadu i kupowanie sobie czipsów i słodyczy, ach te unikanie warzyw i owoców, „brokuły – nie lubię, kalafior – nie lubię, buraki – bleeee”, i nagle znowu jest malutkim dzieckiem i znowu „mamusiu, a przyniesiesz mi picie? Mamusiu a to nic poważnego? Mamusiu, nie mogę oglądać, spać ani czytać’.

W piątek bach! Mi 38 stopni, i katar i kaszel i ogólny marazm.

A ja? Super zdrowa. Błogosławię szczepionki, cudowny wynalazek ludzkości, jakimś przebłyskiem geniuszu zaszczepiłam się na grypę przed ciążą, moja szkoła funduje każdemu chcącemu takie coś, poszłam oczywiście lekko z duszą na ramieniu – a co jak dostanę autyzmu? Ale na szczęście moje możliwości poznawsze i kontaktu ze światem nie zostały zaburzone, a zastrzyk prawdopodobnie mnie uchronił od maligny 40 stopni. I pozwolił zarobić dodatkowe 160 euro, kiedy wzięłam zastępstwo za kolegę.

A zatem żyję, Morinka żyje, żyje-my, żyjemy, cóż za cudowne uczucie! Life is precious.