Rozpoczęłam 7 miesiąc i wczoraj uczciłam to biegiem na 3.5 km, tzn. truchtem oczywiście.
Dalej jeżdżę na rowerze, wręcz wygodniej mi się przemieszczać na rowerze niż piechotą. Nie jeżdżę tylko w nocy i deszczu. Jeżdżę wolno, nie przepycham się, raczej przepuszczam niż szarżuję. Jak się boję, to jeżdżę po chodniku. Jeżdżę zawsze w kamizelce odblaskowej.
Codziennie biorę lodowaty prysznic. Zaczęłam tak z 2 lata temu i nie widziałam powodu, by przestać robić to w ciąży. Dalej nie widzę.
Zamierzam się jeszcze w ciąży wykąpać w morzu – może w przyszłym tygodniu, może nie, zobaczymy.
Oprócz tego jestem wegetarianką. Zaczęłam ponad rok temu, przed samą ciążą miałam dość niski poziom żelaza, więc zaczęłam brać tabletki, dalej je biorę, wyniki badań mam w normie.
Więcej grzechów nie pamiętam;)
Rozśmieszył mnie komentarz Moon sugerujący, że brakuje mi rozsądku – jak dla mnie jestem jedną z najbardziej rozsądnych osób jakie znam;) Dzięki temu czuję się w tej ciąży świetnie, nie mam żadnych, absolutnie żadnych dolegliwości od kiedy minął pierwszy semestr, mam dużo energii i bardzo dużo pracowałam przez cały drugi semestr, nie czuję się ociężała, nic mi nie puchnie (oprócz brzucha;), nie wiem, co to bóle kręgosłupa, nie mam rozstępów, bo przytyłam jak na razie 6 kg, czyli w dolnej granicy normy, czuję się bezpieczniej, bo jestem bardziej chroniona przed cukrzycą ciążową i nadciśnieniem niż większość kobiet (aktywność fizyczna zmniejsza prawdopodobnieństwo jednego i drugiego), a obie te dolegliwości mogą prowadzić do poważnych powikłań u matki i dziecka. Mam również mniejsze prawdopodobnieństwo zachorowania na zakrzepicę żył głębokich, powikłanie częste u matek leżących albo mało ruszających się. A do tego mam 40 lat i Moirin rozwija się, jak na razie, książkowo.
Mam oczywiście też nisko łożysko, jak dotąd na szczęście asymptomatyczne (odpukać) i zdaję sobie sprawę z niebezpieczeństw. Które jednak wcale nie muszą wystąpić – badania wskazują, że tylko 17% niecałkowitych łożysk przodujących powoduje krwawienia. Krwawienia takie nie są spowodowane aktywnością w ciąży, ale kiedy już wystąpią należy oczywiście aktywności ograniczyć.
Wszystkie swoje decyzje konsultuję z lekarzami – ginekologami i moim rodzinnym, oprócz tego czytam artykuły medyczne z czasopism naukowych i staram się nie sugerować tym, co piszą w popularnych poradnikach, bo tam jest dużo wiedzy, delikatnie mówiąc, zwietrzałej, albo po prostu bzdur. Dziś mnie na przykład rozśmieszyło jak powinnam się czuć w tym tygodniu: Kiedy zaczynasz trzeci trymestr, skończyły się czasy, kiedy mogłaś powiedzieć, że w ciąży czujesz się wygodnie. Twoje dziecko kopie, masz spuchnięte nogi, jesteś zmęczona i boli cię kręgosłup. Dalej można wyczytać, że mąż powinien mi POMÓC sprzątać toaletę, bo jestem już wielorybem któremu trudno się schylać. Ja wciąż dotykam dłońmi podłogi bez zginania nóg i spokojnie zrobię 10 przysiadów bez utraty równowagi. Ciężko mi jedynie się podnieść z zapadającej się sofy, bo nie mogę już używać mięśni brzucha.
Oczywiście, gdzieś tam jestem podszyta strachem, gdzieś tam ten niepokój jest, że coś się złego stanie, bo wtedy to będzie moja i tylko moja odpowiedzialność. Bo podejmuję decyzje mało popularnie wśród większości populacji. Ale czy większość populacji żyje mądrze? Rozsądnie? Zdrowo? Dobrze? Większość populacji w ogóle mało się rusza, godzinami siedzi przed telewizorem, objada się mięsem, w ogóle je tłusto i mączyście, mało warzyw i owoców, uważa, że kiełbasa jest zdrowa, tak samo jak jogurciki owocowe dla dzieci, sądzi, że marihuana to ZUO w przeciwieństwie do alkoholu, w niedzielę rano chodzi do kościoła, a potem do galerii handlowych

(i nie, nie mam nic przeciwko prawdziwej wierze), jeździ do pracy samochodem, odwozi dziecko do szkoły też samochodem, który parkuje na chodniku, bo nigdzie już nie ma miejsca, godzinami stoi w korkach, jest niewyspana, zestresowana i przepracowana.
Kiedy coś złego się stanie osobie, która przyczepia czerwoną wstążkę do wózka przed złym okiem a przez całą ciążę jest na zwolnieniu, to ogół ją rozgrzesza, że zrobiła wszystko, co w jej mocy i widocznie Bóg tak chciał. Jeśli mi by się coś przytrafiło, to większość pomyślałaby ‚sama się o to prosiła’. Bo tak się ocenia ludzi, którzy nie płyną z prądem. Nawet, jeśli ten prąd leży na kanapie, ogląda telewizję i obżera się słodyczami.
Więc tak: boję się, oczywiście, boję się jak jasna cholera i dlatego właśnie będę robić to, co mi literatura medyczna i własny zdrowy rozsądek podpowiada. Kiedyś, jeszcze z dziesięć, nawet może pięć lat temu podporządkowałabym się ogółowi, ale teraz już wiem, że to jest moja decyzja, nawet wtedy, kiedy słucham innych, bowiem decyzja płynięcia z prądęm też jest wyborem, łatwiejszym co nieco, ale też jakimś. A zatem muszę opierać się na moim zdaniu, bo konsekwencje będą dotyczyć mnie i mojego dziecka. A nikt nie ma takiego wglądu w moje życie, aby być w stanie lepiej to ocenić ode mnie.
W następnym odcinku kontrowersyjne decyzje dotyczące wychowania i pięlęgnacji niemowlęcia, zapraszam;)
I dalej jestem ciekawa, co podarowałybyście dziecku, gdybyście były wróżkami nad kołyską nowonarodznego.