Kosmos ukradł mi godzinę. I tak ich mam za mało, jestem chciwa, zachłanna czasu jestem obecnie, to już ponad połowa ciąży a do końca zajęć w roku akademickim tylko trzy tygodnie, niemożliwe, to przecież niemożliwe, czas przeokropnie pędzi, kiedy człowiek pędzi i jest szczęśliwy na dodatek w tym pędzie.
Wczoraj przedostatni w tym roku wykład w mojej drugiej pracy, na uniwerku, zawsze się denerwuję i panikuję przed tymi wykładami, przedwczoraj prawie się popłakałam, bo nie mogłam znaleźć swoich notatek, a drukarka się zepsuła. Moje uczucia mają obecnie amplitudę jak stąd do księżycia i to w dodatku bardzo szybko osiągają pełnię skali, jestem wkurzona w 30 sekund, rzucam kurwami i chujami, nigdy tak dużo nie klęłam jak w ciąży, ale cóż robić, jak mi to pomaga. Hamuję się tylko trochę przy Adziarzu, on to zaraz wykorzystuje i przeklina przez następną godzinę, ale dosadne słowa właśnie po to istnieją, żeby z nich korzystać jak się czuje taką potrzebę, prawda? A ja czuję. Może to jest przeciwwaga dla mojej obecnej delikatności i podatności na zranienie, na przykład parę dni temu prawie wjechał na mnie rowerzysta, śmignął mi 5 centymetrów przed twarzą i brzuchem, właśnie przechodziłam przez ulicę NA PASACH NA ZIELONYM ŚWIETLE, a ten kretyn, debil, chuj skończony wykręcił z sąsiedniego pasa i władował się pod prąd prawie-że-na-mnie, na szczęście prawie robi wielką różnicę, na całe szczęście, bo gdy myślę co by było gdyby, to robi mi się słabo.
Inną osobą, która ostatnio nie jest przeze mnie inaczej nazywana, jak tylko epitetami najcięższego kalibru, wielopiętrowymi obelgami, zaczynającymi się od du.. piz.. a kończącymi się na sama nie wiem już czym, jest moja koleżanka pracowa, moja eks-studentka, znana skądinąd pod pseudonimiem Żmijessy Długiej. Jak wiadomo, Żmijessa odeszła na macierzyński (naprawdę się bardzo staram przesyłać temu biednemu dziecięciu dobre myśli) i zostawiła mi trzy przedmioty na zastępstwo. Przed swoim spektakularnym odejściem zapominała mi przesłać pytań egzaminacyjnych do przedmiotu, a na koniec się okazało, że nie zostawi mi żadnych swoich notatek ni slajdów, tylko 50 dokumentów rządowych na podstawie których mam robić wykłady. Po spotkaniu z nią, na którym za Chiny Ludowe nie mogłam się zorientować w zakresie materiału do przerobienia ze studentami, wysłałam jej już trochę wkurzonego maila, żeby się podzieliła tym, co ma, że ja przecież tylko na zastępstwo, że według dobrego zwyczaju jaki panuje w naszej szkole osoba odchodząca na urlop przekazuje swoje wszystkie materiały, tym bardziej, że ja wcale nie przejmuję jej wykładów, tylko prowadzę je przez pół roku i dobrze by było, żeby tegoroczni studenci uczyli się tego samego, co zeszłoroczni. Na takie moje dictum w ciągu pół godziny przybiegła do mojego pokoju sycząca Żmijessa w ósmym miesiącu ciąży i zaczęła na mnie krzyczeć. Naprawdę.
OPIEPRZYŁA mnie, że nie powinnam oczekiwać, że wszystko dostanę, bo do wykładów TRZEBA SIĘ PRZYGOTOWAĆ, wykrzyczała mi w twarz, że to jest TRUDNY PRZEDMIOT I TRZEBA BYĆ NA BIEŻĄCO, że wobec tego muszę MONITOROWAĆ politykę społeczną Irlandii i z tego też powodu ona nie zostawi mi notatek i slajdów swoich, bo powinnam przygotować wykłady w oparciu o NAJŚWIEŻSZE zmiany w programach rządowych, że przedmiot wymaga dużo pracy i powinnam dać znać wcześniej, że sobie nie poradzę. O_O. Bo oni się teraz martwią, kto to poprowadzi. Zapytałam kto to jest ‚oni’ i usłyszałam, że wszycy: ona, szefowa (zwana również najgorszą-szefową-na-świecie) i Paul, przyszywany tatuś Żmijessy. O_O
O_O
I tak na mnie krzyczała moja była studentka, dziewczyna 13 lat młodsza, wykładowca z tytułem magistra.
Wyglądałam tak O_O. Po prostu mnie zatkało. A poza tym jak tu się kłócić z wariatką w ósmym miesiącu ciąży??
Potem, wiele dni po tym zdarzeniu, czytałam coś z psychologii i doznałam oświecenia przy pewnym fragmencie. Skąd ten facet zna Żmijessę, do cholery???:
- Konsekwentnie się samo-oszukuje, z zamiarem uniknięcia poczucia winy i utrzymania własnego wizerunku doskonałości
- Oszukuje innych, w wyniku własnego samooszukiwania
- Projektuje swoje zło i grzechy na bardzo konkretne cele (kozły ofiarne) będąc pozornie normalną dla każdego innego
- Często nienawidzi pod pozorem miłości, dla celów samooszukiwania jak i oszukiwania innych
- Nadużywa emocjonalnej władzy
- Stara się wydawać bardzo przyzwoita i nieustannie kłamie w tym celu
- Jest konsekwentna w swoich grzechach. Osoby złe nie charakteryzuje ogrom ich grzechów ale ich spójność (niszczycielstwa)
- Nie jest w stanie myśleć z punktu widzenia ich ofiary (kozła ofiarnego )
- Posiada ukrytą nietolerancję krytyki i innych form urazu narcystycznego.
Ćwiczę się we współczuciu jej, ale zaprawdę powiadam wam, jest to trudne. Staram się ją postrzegać, jako małą, skrzywdzoną, narcystyczną dziewczynkę, przerażoną, że ktoś odkryje jej głupotę i braki, ale niestety częściej myślę o niej jako o durnej piździe, która sra na głowę wszystkim tym, których uznaje za gorszych od siebie, a wszystkim tym, którzy stoją według niej wyżej, nieustannie się podlizuje. A wiem, że nie można dać sobie nasrać na łeb, bo jak już raz to się stanie, to wkrótce będziesz jej stałą toaletą.
Wiedziałam zatem, że nie mogę tego tak zostawić, muszę jej dać odpór i pokazać, że się jej wcale nie boję.