Tytuł 190

Nie piszę, bo pracuję, i nie, wcale tego nie mówię z dumą, wprost przeciwnie – zawstydzona jestem i niezadowolona z tego, że nawet w weekendy, wieczorami, i ciągle, ciągle jest coś do ogarnięcia. Jak już się uporam z jedną grządką, to okazuje się, że druga jest już zupełnie zarośnięta i chwasty, maile, prace do sprawdzenia, dokumenty do przejrzenia, teksty do przeczytania piętrzą się na drugiej, kładę się z poczuciem nieskończenia i nieogarnięcia. I niechcący wkręca mi się to okropne odliczanie, które znają wszyscy nauczyciele i wykładowcy, jeszcze tylko sześć tygodni do końca semestru, jeszcze tylko pięć, cztery, nie lubię tego i nie zgadzam się na to, nie jestem w więzieniu ani w wojsku, żeby moje życie odcinać po centymetrze. Staram się więc czasem zatrzymać, odetchnąć, popatrzeć na niebo, chociaży jak wczoraj, w przeddzień św. Patryka, święta Irlandii:

Zdjęcia nie ma, bo nie mam czasu ściągnąć. Ale będzie. Jak zresztą widać posta tego piszę od dwóch dni i nie mogę skończyć, ech no.

U Onka/Morinka wszystko dobrze, pani doktor chyba z 30 razy powiedziała ‚perfect’ jak mierzyła ją i ważyła. ‚Dziecko ma pani nos’ również stwierdziła uprzejmie, nieopatrznie, bo czego jak czego w sobie nie lubię, to właśnie nosa – polskiego, chłopskiego nochala jak kartofel po dziadku Ł-ku. Ale oprócz nochala ma też usta Adziarza, zresztą zobaczcie same:

 

i zgrabne nóżki po mamusi:

Jakoś zatem damy radę. 

Pod koniec wizyty rzuciła jeszcze (całkiem mimochodem): łożysko jest nisko, proszę się zarejestrować na kontrolną wizytę za 3 miesiące. Dopytałam się zatem o jogę (mogę), pracę (mogę), seks (mogę), bieganie (tak), a M nawet się zapytał o jazdę na rowerze (mogę). Nawet wyśmiała prawie-że moje bieganie, ‚4 km w pół godziny? to wolno pani biega! no wolno, bardzo wolno przecież. Może trochę szybciej niż jej powiedziałam, ale tam. Czyli niby wszystko dobrze i wszystko mogę i gdyby nie przeklęty Internet byłabym nadal żyła w błogiej nieświadomości. Wieczorem w czwartek udałam się kompletnie niepotrzebnie oczywiście do wujka G. po informację, a tam krew, pożoga i śmierć, nisko położone łożysko to krwotoki i zagrożenie życia matki i dziecka, historie jak to do szpitala dotarło się w pół godziny a lekarze ledwo odratowali, no wiecie, takie tam opowieści dziwnej treści. Kobiety leżą plackiem, nie kochają się miesiącami, ledwo co wstają do toalety. Podróż samolotem – zabroniona! Bieganie – hahaha! Krwotok i śmierć na miejscu. Nie powiem, ziarenko wątpliwości zostało zasiane. Jutro idę dowiedzieć się dokładnie jak nisko jest to łożysko.