Cudowny, cudowny wolny tydzień, tak się wyluzowałam, że pomyliłam terminy webinaru i wczoraj z obłędem w oczach przeglądałam notatki i papiery, tak sobie zajrzałam bowim na stronę uniwerku (och! błogosławię moją intuicję! bo mogłam tam wcale nie zajrzeć) a tam jak byk stoi, że za 4 godziny mam dawać wykład. Ale za to mam to już z głowy, następny wykład 28 marca, mam trochę spokoju zatem w międzyczasie. Poza tym studenci się jak zwykle obudzili z pracami dyplomowymi i tak oto w poniedziałek miałam tylko spokojnie sobie przeczytać 10 stron wstępu i to spokojnie zastało mnie o 1.30 w nocy kończącą prawdziwą rzeź, cały dokument na czerwono i do poprawki. A co.
Wychodzi na to, że się tu chwalę jaka to jestem pracowita, co najmniej jak Ake, ale to nieprawda, bo ja jestem ogromnym leniem i ciężko mi się wcześniej zmobilizować i dlatego na ostatnią chwilę siedzę i poprawiam do pierwszej w nocy.
No ale staram się też trochę odpoczywać, odpoczywać też trzeba umieć, żeby się jeszcze bardziej nie zmęczyć tymi bzdurami z netu, tymi wiadomościami niepotrzebnymi.