Tytuł 193

Dotrwałam do ferii, czyli tak zwanego reading week. Kocham moją pracę, choć ostatnio ryję nosem, to i tak kocham. Przestałam czuć barierę między mną a Irlandczykami, bardzo lubię moich studentów i chyba z wzajemnością, zawsze mi prawią komplementy (to pani ma 40 lat? Nieeeeeee, niemożliwe! Na pewno dobrze pani pamięta kiedy się pani urodziła?), chichramy się trochę na zajęciach, czasem im odpuszczam jak widzę, że naprawdę są zmęczeni po 7 godzinach, wszystko w sumie robimy na luzie, ale mam wrażenie, że uczą się dużo więcej niż normalnie. Irlandia mnie nauczyła zupełnie innego podejścia do studenta, w sumie pewno nie tylko Irlandia, wszystko razem nauczyło mnie widzieć w studencie człowieka, brzmi okropnie banalnie, ale to jest klucz do wszystkiego. Rozumiem, że mogą mieć zły dzień, rozumiem, że może im się nie chcieć, że mają problemy w domu, że niektórzy muszą pracować, ale równocześnie nie odpuszczam im zupełnie, zawsze im powtarzam, że w nich wierzę, że to potrafią, żeby jeszcze trochę z siebie dali. Najważniejsze, że się ich nie boję i też ich nie straszę, trudno to określić, ale czuję jakbym wychodziła do nich, nie zagradzała się, tylko wychodziła na spotkanie. Podobnie mam z innymi ludźmi – zauważyłam, że jestem mniej skupiona na sobie, trochę bardziej bawią mnie ludzie, mniej sobie wyobrażam, że powinni to i tamto, że powinni mnie zauważyć, że powinni mi pomóc, zadzwonić do mnie, odezwać się, zaproponować coś. 

Ale dziś po raz pierwszy od dawna odpoczynek. Wyspałam się, poćwiczyłam, poczytałam, biegałam, zrobiliśmy pyszny obiad.