Jeszcze tak zapracowana to nie byłam, no, może kiedyś byłam, ale zapomniałam. Weekend cały praca, poniedziałek praca do 1.30 w nocy, a rano szkoła, w domu byłam o 22.30, a rano szkoła i jeszcze szefowa podchodzi do mnie z pytaniem grzecznym czy bym nie sprawdziła jedej pracy zostawionej przez Żmijessę. Cóż robić, oczywiście, że tak, na kiedy? Na jutro rano.
No, ale oprócz pracy różne inne sprawy w miarę dobrze się mają, wywalczyliśmy obniżkę podwyżki czynszu, wykłóciliśmy się o 100 euro miesięcznie mniej czyli 1200 e rocznie! Były trzy rundy negocjacji, po raz kolejny przekonałam się, że warto negocjować, czyli kłócić się o pieniądze, kiedyś tego nigdy nie robiłam, jeśli ktoś podaje mi cenę, to jest to tyle warte, myślałam, a na dodatek bardziej mi było szkoda tego kogoś niż siebie no i w ogóle nie chciałam wyjść na osobę łasą na kasę. Więc odpuszczałam i płaciłam i nie chciałam się kłócić. Teraz mi się zmieniło, nadal nie lubię, ale jak trzeba, to nie odpuszczam. Poza tym dostaliśmy zwrot podatku za zeszły rok, którego się w ogóle nie spodziewaliśmy, i z tej okazji kupiłam sobie dzinsy ciążowe w których wyglądam po prostu bosko. Lepiej niż ta pani.
A teraz spadam walczyć dalej.