Tytuł 198

Żmijessa z Loch Ness jest moją byłą studentką. Kiedy uczyłam ją 6 lat temu była spokojną, pierwszoławkową podlizuchą, uczennicą pilną, choć nie błyskotliwą. Skończyła naszą szkołę a potem rok magisterki na Najlepszym Uniwerku w Irl i dostała u nas parę godzin wykładów. Tak przepracowała dwa semestry. Po roku ogłoszono konkurs na dwa pełne etaty i Żmijessa dostała jeden z nich, razem z jedną pracową koleżanką Dunką z Irlandzkim doktoratem z socjologii, dyplomem z nauczania na uczelni wyższej i latami doświadczenia w uczeniu studentów. Żmijessy edukacja i doświadczenie – gwoli przypomnienia – to 3 lata naszej szkoły zakończone dumnym tytułem bakalaureata nauk społecznych i roczna uzupełniająca magisterka plus rok uczenia u nas na niepełny etat. Ja oczywiście też startowałam w konkursie razem z ośmioma innymi osobami, etatu nie dostałam. Może przez mój jeszcze wtedy słabszy angielski, może przez awanturę ze studentką, która wyniknęła 3 miesiace przed konkursem i otarła się o jednego wykładowcę, członka komisji (Paul, też człowiek na dłuższą historię), może przez coś innego – nie wiem, nie mam pojęcia, starałam się w to za bardzo nie wgłębiać, nie być rozgoryczona i nie życzyć źle młodej koleżance. Chodziłam z nią na piwo, utrzymywałam miłe stosunki, nie doszukiwałam się w czym od niej jestem lepsza bądź gorsza.

Pierwszym sygnałem, że miła młoda dziewczyna ma też inną twarz agresywnej, głośnej, bezczelnej gówniary była historia z inną moją studentką, Nigeryjką, która pisała u mnie pracę licencjacką i zrobiła wywiady z grupą, do której badania nie miała uprawnień (ciężarne, pijące alkoholiczki moga być badane tylko przez osoby po odpowiednim szkoleniu). Pamiętam, jak kwestia ta wyniknęła najpierw na piwie z moją szefową, Dunką i jeszcze jednym doktorem socjologii,  wprawdzie zdziwiłam się wtedy, że jest to poważnie traktowane, ale sprawa miała być wyciszona i załatwiona w taki sposób, żeby studentka nie straciła roku i nie musiała robić jeszcze jednych badań. Bo wina leżała częściowo po naszej stronie – zakaz badania tak zwanych grup pod ochroną nie jest zawarty w żadnym oficjalnym dokumencie szkoły ani w wytycznych dot. pisana pracy licencjackiej rozdawanych studentom. Poza tym studentka twierdziła, że ma zgodę komisji etycznej szpitala, co już zupełnie chroniło nam tyłki. Badania miały być uznane, praca normalnie oceniona, wycofana jedynie z biblioteki i w ten sposób pogrzebana dla potomności i różnych innych ciekawskich.  Choć uspokojona wynikiem nieoficjalnej rozmowy, chciałam jeszcze to potwierdzić bardziej oficjalnie i bez procentów i parę dni później po jakimś tam zebraniu wyskoczyłam jak Filip z konopii z pytaniem ‚to jak dalej z tą moją studentką?’ przy szefowej, Dunce, Paulu i Żmijessie, jeszcze wtedy znanej jako Vanessa. Szefowa zaczęła o coś się tam pytać, ja zaczęłam wyjaśniać i na to wyskoczyła Żmijessa, że absolutnie, AB-SO-LUT-NIE nie możemy sobie pozwolić na to, żeby przepuścić takie badania, bo co będzie, CO BĘDZIE JAK TRINITY COLLEGE ZADZWONI DO NASZEJ SZKOŁY Z PYTANIEM O TE BADANIA, jak studentka pójdzie na magisterkę i pokaże tę pracę, co my powiemy TRINITY COLLEGOWI, jak będziemy się tłumaczyć przez telefon TRINITY COLLEGOWI JAK TRINITY COLLEGE SIĘ ZAPYTA. Tutaj dodać należy, że Trinity College jest tą najlepszą uczelnią w kraju, którą właśnie skończyła Żmijessa dwa lata wcześniej. Wszystko to zostało powiedziane głosem podniesionym i tonem nie znoszącym sprzeciwu, wykrzyczane i wykropkowane, mnie zatkało, szefowa zaczęła się wycofywać, Paul od razu zgodził się ze Żmijessą, Dunka próbowała mnie i studentkę trochę bronić, Żmijessy głos wznosił się i wibrował, próbowałam coś wtrącić pomiędzy jej mądrości, ale nie potrafię się kłócić po angielsku, nie przychodzą mi na myśl szybkie i celne riposty, szefowa kiwała głową jak matka-kwoka tak tak tak tak, Żmijssa ma rację, tak tak, w sukurs przychodził tatuś Paul tak tak, to karygodne i powinno być ukarane, studentka wyraźnie została skazana na całopalenie a wraz z nią moja reputacją promotora. Dunka chciała uratować sytuację, ‚to ja pójdę z tobą na to spotkanie ze studentką i razem jej wyjaśnimy, że powinna zrobić badanie drugi raz, tym razem na normalnych kobietach w ciąży’, wyszłyśmy z sali i wtedy mi powiedziała ‚a wiesz dlaczego Vanessa tak wrzeszczała? Bo za tobą stał główny szef, ty go nie widziałaś, ale Vanessa tak i chciała, żeby ją usłyszał, żeby zobaczył, jaka jest mądra i waleczna, jak broni reputacji szkoły’.

Historia ze studentką miała zupełnie nieoczekiwane zakończenie, okazało się, że sfałszowała zgodę szpitala, krew mnie najpierw zalała, że jednak Żmijessa ma rację, ale po przemyśleniu z różnych powodów zdecydowałam się sprawę zupełnie wyciszyć i nie wyciągać dalszych konsekwencji, po czasie okazało się, że to była bardzo dobra decyzja, uratowałam studentce życie – nie tylko zostałaby wyrzucona ze szkoły, ale straciłaby też pracę i byłaby zagrożona deportacją, za taką jedną głupotę zapłaciłaby bardzo wysoką cenę, a tak to bez problemu zgodziła się zrobić jeszcze jedne badania, złożyć pracę w tempie ekspresowym i nie mieć żadnych pretensji. Praca została obroniona na dobrą ocenę.

Po tym incydencie stałam się trochę bardziej ostrożna wobec Vanessy, choć nadal nie zdawałam sobie sprawy, że tak naprawdę jest Żmijessą.

CDN