Tytuł 199

Byłam na ważnym badaniu, wbili mi igłę w brzuch, teraz leżę i się oszczędzam (no widzicie, że żadną wariatką nie jestem, nawet nie wracałam na rowerze;). Do trzech dni mam się obserwować i jakby co pędem do szpitala. Mam nadzieję, że nie będzie potrzeby. Cały zabieg dokładnie widziałam na ekraniku, widziałam tę igłę w macicy, patrzyłam, czy jest daleko od dziecka. Zabieg na żywca, trochę nieprzyjemny, ale krótki, w sumie to wcale żaden ból nie był. Taka przyjemność kosztuje 250e.  Wyniki za trzy tygodnie, sprawdzają wszystkie chromosomy i większość wad genetycznych. No niech im będzie. Uspokoiło mnie trochę to, że pani doktor robi dużo takich zabiegów, mówiła, że na przykład dzisiaj ma zaplanowane 4, więc jest doświadczona. 

Typ tym razem był bardzo spokojny, wyglądał jakby medytował, co w sumie było dobre podczas takiego zabiegu. Kompletnie nam odbiło i Mi nagrał filmik. To mamy już filmiki z dwojgiem naszych dzieci;)

Powoli schodzi ze mnie napięcie. Przez ostatni tydzień słabo spałam, budziłam się codziennie w nocy i nie mogłam zasnąć przez dwie godziny. Wczoraj śniło mi się, że coś jest dziwnego z płodem, strasznie się kręci i wypycha małymi kopytkami brzuch. Także wiecie. Klimat jak z tego filmu.



W poniedziałek w nocy o 2.30 w końcu oddałam projekt, spóźniona dwie i pół godziny i wciąż niezadowolona z końcowej wersji, ale zwalczyłam w sobie chęć przedłużenia sobie jeszcze na jeden dzień, bo to byłby jeszcze jeden dzień walki, na którą nie miałam już czasu ani siły. Zaczęłam bowiem wykłady. Przeżyłam pierwszy tydzień.

Mam parę pracowych historii do opowiedzenia, ale muszą poczekać. Dziś jeszcze jednen webinar przez net i mam wolny weekend. Zamierzam leżeć w łóżku obłożona książkami i serialami. O.