Tytuł 217

A poza tym biegam. Trochę ostatnio bardziej relaksacyjnie, niż wyczynowo (wczoraj lekko ponad 4 km, wiec łagodnie), ale biegam. I na razie nie zamierzam odpuścić. Uwielbiam.

Biegamy razem z M, bo jest już ciemno i zawsze go straszę, że zgwałci mnie jakiś muzułmanin po drodze (mieszkamy dość blisko meczetu) jak pobiegnę sama. W sumie chrześcijanin też może, nie jestem uprzedzona, ważne, że to działa i M biega ze mną.

Jak byłam dzieckiem uwielbiałam chodzić po górach, trenowałam też trochę w podstawówce – skok wzwyż i bieganie na 800 m. Trochę grałam w kosza. Nigdy nie byłam specjalnie wyjątkowo sprawna, ale lubiłam treningi. Potem wolałam imprezy i szlugi i tak mi zeszło do wieku lat dwudziestu paru, kiedy pojawił się Adek i czułam się tak zajęta, że na nic nie miałam czasu, a już napewno nie na gimnastykę. Poza tym czułam się młoda, zdrowa i sprawna. Sytuacja zaczęła się zmieniac gdzieś tak w okolicach 30tki, rzuciliśmy wtedy szlugi z M i podjęliśmy pierwszą próbę biegania razem. Pamiętam, że strasznie dyszałam i w ogóle było ciężko i wtedy do mnie dotarło, że powoli staję się kanapowym wielorybem, starzeję się i mam zadyszkę przy podbieganiu do autobusu. Zaczęliśmy biegać wiosną, było przepięknie, dopiero robiło się zielono i zaczynało pachnieć obłędnie. Biegaliśmy rano, a potem M pracował z domu. Niestety, po paru miesiącach nowy manager zainteresował się, kim jest ten MW którego nigdy nie ma w biurze, bo niby pracuje w domu, i od tej pory M musiał pracować w pracy. A już było tak pięknie.

Bieganie przerwaliśmy na dłuższy czas i dopiero tutaj, w Irl, po kolejnej próbie rzucania papierosów znowu spróbowaliśmy. Pamiętam nasze pierwsze wyjścia – 8 minut z przerwami na marsz, wracaliśmy do domu kompletnie wykończeni. A teraz pół godz nie jest jest dla mnie problemem. 

Nie ścigam się, nie biorę udziału w zawodach, nie chcę przebiec maratonu. Trochę mam bzika i mierzę sobie czas (uwielbiam nowe telefony, którymi można zrobić wszystko!), lubię być szybsza niż przedwczoraj, ale nie zawsze jestem i nie zawsze cisnę. Po prostu lubię biegać. Jest to jak wymuszona medytacja, umysł odrywa się od codziennie kłębiących się myśli i skupia się na tym jak jest ku..wa ciężko, czyli na chwili obecnej.