Moja szefowa szeruje na fejsie takie gówno, rzewną, ckliwą historyjkę, w stylu jak w młodości chciałem zmieniać świat, podróżować i pomagać biednym (nie, nie musicie jej czytać, streszczę ją w jednym akapicie) a potem zostałem księgowym, zarabiałem kupę kasy, awansowałem i zarabiałem jeszcze więcej, w międzyczasie stałem się takim dupkiem, że dziecko mnie nie lubi a żona chce się rozwieść, a teraz mam 46 lat i przegrałem życie, choć zyskałem kupę szmalu, mam dawno odłożone inwestycje na emeryturę, ale właśnie się obudziłem i moje życie nie ma sensu i mówię wam dzieci idźcie za swoimi marzeniami! Nie przegrajcie swojego życia!
Czytam takie teksty i od razu strzela mnie szlag, wręcz szczela nie strzela, momentalnie, panie dupku księgowy, jak się ma 40 lat i całe życie się szło za marzeniami i pracuje się w pracy którą się kocha to się całe życie żyje na krawędzi, to się nie ma domu, samochodu i kasy na wakacje, bo takie dupki jak ty prześcigają się w kreatywnych sposobach jak tu jeszcze więcej zaoszczędzić na pracownikach, za co dostają ogromne premie, jak się idzie za marzeniami to się liczy każdy grosz i walczy o każdą godzinę/zlecenie, to nie stać cię na dobrą szkołę dla dziecka, mimo, że się to dziecko bardzo kocha i dziecko bardzo kocha ciebie, panie księgowy dupku, proszę przestać dawać takie rady sytego, siedzącego w wygodnym fotelu świniaka, bo naprawdę nie wiesz co to znaczy iść za marzeniami, to znaczy być biednym a nie jeździć po świecie pomagać biednym, to znaczy w każdym miesiącu bać się, że podwyższą czynsz i wylądujesz w schronisku dla bezdomnych z dzieckiem, które przeżyje traumę i przestanie się do ciebie odzywać, panie dupku, coś za coś, oko za oko, za te lata posłusznego trybika w systemie i sprawnego wypełniania coraz bardziej nieludzkich nakazów wyższych managerów coś ci się należy, a i tak nie wylosowałeś najgorszej karty, ja w wieku 46 lat powiem, żałuję, że przegrałam życie i nie zostałam księgowym, szefową HRu, wszystko jedno jakim chujem, nie miałabym tego strachu po nocach, tego bladego obezwładniającego skurczu żołądka, że w końcu znowu ten czynsz podniosą, tej desperacji, tego rzucania się po byle jakie ochłapy i tej ciągłej walki o krwawe strzępy.
Przepis na wege burgera w następnym odcinku.