Mam już dosyć chorowania. Przywiozłam zapalenie krtani, wirusy polskie wymieszały się z irlandzkimi i teraz wszyscy kaszlemy od tygodnia, od dziś również kichamy. Cieszę się, że większość czasu pracuję w domu. Dziś mam pierwsze webinar, czyli będę prowadzić zajęcia z kanapy przez internet, a 15 studentów będzie mnie słuchać. Trochę się oczywiście boję.
Za oknem zimno, bezlistne drzewo z ostatnimi owocami jarzębiny. Marzę o dużym ciepłym swetrze, zakochałam się w tych włóczkach i chcę go sobie zrobić na drutach, z raglanowymi rękawami (choć taniej będzie kupić).
W sobotę odwiedziły nas dzieciaki na Halloween, bardzo się ucieszyłam, od 4 lat czekałam na ‚trick or treat’ i dopiero teraz dowiedziałam się, że trzeba dom przyodziać w pajęczyny i trupie czachy, jeśli się chce, żeby ktoś zapukał. W tym roku wystarczył gumowy kościotrup na klamce i krwisty napis ‚keep out’. Nie wybraliśmy się na cmentarz, bo chorujemy, ale przypomniało mi się, jak to parę lat temu znajomy Irlandczyk na wieść, że tradycyjnie w Polsce idziemy na cmentarz, stwierdził, że to jest ‚creepy’, czyli przerażająco-odrażające, a mówił to w domu przystrojonym w krwiste ślady, kościotrupy, odcięte ręce i potwory z dyni.