Kiedy byłam młodsza dokładnie to rozumiałam. Było to dla mnie zauważalnie, niedwuznacznie, niewątpliwie jasne, że aby dobrze pisać trzeba być trochę nieszczęśliwym. Kiedy jestem szczęśliwa moje pisanie klapie, obwisa, robi się płaskie jak naleśnik i równie bez wyrazu. Każdy dzień jest do siebie podobny – spokojny i szczęśliwy – jak te rodziny Tołstoja, które dopiero nieszczęśliwe są nieszczęśliwe na swój sposób.
Ale kiedy byłam młodsza byłam na tyle głupia, że wolałam być nieszczęśliwa i ‚utalentowana’ (jakkolwiek byśmy tego nie rozumieli), niż szczęśliwa i bez talentu. Byłam tak niemądra, że przedkładałam romantyczny ból duszy nad spokojne zadowolenie. Może dlatego, że wtedy jeszcze nie wiedziałam, co to znaczy być nieszczęśliwym. Że oznacza to żyć w dupie, 7 dni w tygodniu budzić się i kłaść spać w całkowitych ciemnościach, otoczony gównem gównem gównem, rozpadem, złem i całkowitym zniszczeniem, a nie spowitym w czarny płaszcz romantycznie patrzeć na morze przy świetle księżyca. A nie w czarnych glanach i kolczyku w uchu romantycznie walczyć z systemem. A nie z kawą i laptopem tworzyć poruszające notki na bloga o północy.
Dalaj Lama podczas swojej ostatniej wizyty w Irlandii na pytanie „co możemy zrobić, aby świat był lepszy” powiedział ‚być szczęśliwi’.
Uczepiłam się tego jak rzep psiego ogona. I już nie puszczę.
Najważniejsze, co możemy zrobić, to być szczęśliwi. Szczęśliwi ludzie nie zabijają/nie dręczą/nie torturują/nie poniżają/nie kradną/nie oszukują/nie biją dzieci/nie zmuszają nikogo, aby był taki, jaki oni chcą, żeby był. Nie obrażają się/nie mają za złe/nie czują sie dotknięci w swojej dumie do żywego. Część mojej duszy na to odpowiada, że szczęśliwi ludzie nie walczą z systemem, a walka z systemem jest czymś, co wyssałam z mlekiem matki, co było mi serwowane na śniadanie, obiad i kolację od czasów niemowlęcych po wczesną dorosłość. System się zmienił, ale okazało się, że dalej trzeba walczyć, mając dokładnie to samo poczucie bycia nikim, nic nie znaczącym pyłkiem, malutkim trybikiem w wielkiej maszynerii sytemu, tym razem neo-liberalnego.
Ale to był błąd.
Z uczuciem bycia nikim nie powinno się walczyć, bo walka paradoksalnie – dając poczucie mocy sprawczej i siły – legitymizuje przekonanie o byciu nikim, sprawia, że wydaje się ono być w jakiś sposób uprawnione. Czuję się nikim, więc wam pokażę, że jestem kimś. Nie nie nie. Nie wolno walczyć. Trzeba odpuścić. Trzeba przestać wierzyć w to, co wsącza w nas system. Trzeba przestać myśleć na sposób systemowy – wy na górze, ja na dole, jakie to ważne. Jestem nieszczęśliwy, bo jestem na dole, bo nie mam samochodu, własnego domu, nie stać mnie na teatr. Ale wam pokażę, ja na górze, a wy na dole, wyklęty powstań ludu ziemi!
Ale.
Jest to jedynie ważne w praktyczny sposób, ale nie w symboliczny, a my przeważnie zafiksowani na tym symbolicznym znaczeniu.
Bycie szczęśliwym wcale nie wyklucza dążenia do zmiany systemu, przeciwnie – można być bardziej skutecznym, bo nie targanym gniewem czy rozpaczą. Bycie szczęśliwym ma w sobie również pragnienie, by wszyscy byli szczęśliwi, by nie cierpieli fizycznie i psychicznie. Bycie szczęśliwym rozwala system od środka, bo nie można zastraszyć osoby, która jest po prostu szczęśliwa. Szczęśliwa osoba nie boi się być zwolniona (no to co? i tak będę szczęśliwa!), nie boi się, że ludzie będą o niej mieli złe zdanie, nie boi się, że nie będzie mogła chodzić na basen, na jogę czy do teatru. Osoba szczęśliwa nie boi się. I wie, że te wszystkie złe rzeczy przydarzą się, albo i nie, zupełnie niezależnie od bycia szczęśliwą.
Kiedyś myślałam, że bycie szczęśliwym to zdrada. To zgoda na niesprawiedliwość świata i cierpienie zwierząt i ludzi. Że obowiązkiem porządnego człowieka jest PRZYNAJMNIEJ bycie nieszczęśliwym na tym nagorszym ze światów.
Kiedyś myślałam, że bycie szczęśliwym to głupota. Że żaden myślący człowiek nie może być szczęśliwy, kiedy wie o ogromie nieszczęść i zła na świecie. Tylko głupcy bowiem skupiają się na swoich pomalowanych paznokciach albo nowym laptopie, głupcy i tchórze, którzy chowają głowę w piasek, bo nie chcą widzieć świata jakim naprawdę jest.
Dziś w chwilach jasności wiem, że to jedyny sposób, żeby ten świat zmienić.
I pal licho dobre pisanie.