Żyje mi się ostatnio dobrze, co znaczy, że serce mi się nie zatrzymuje znienacka z powodu, spadnięcia komety na ziemię/III wojny światowej/wichury która wydmucha całe powietrze na ziemi/wypadku Adziarza na rowerze, nie mam nagłych nie-wiadomo-skąd-przychodzących obrazów siebie leżącej na chodniku z czaszką zmiażdżoną kołami ciężarówki/zmasakrowanego Adziarza/pobitego Mi.
Och, jakie życie wydaje się dobre, kiedy człowiek nie ma głowy wypełnionej strasznymi okropieństwami, które mogą się stać!
Świat wydaje mi się łagodny, opiekuńczy, szczodry i chociaż wiem, że nie jest to prawda zawsze i dla wszystkich równocześnie jest to prawda często i dla każdego. Przeważnie bowiem nie kończymy pod kołami ciężarówki, prawda?
I za to powinniśmy być wdzięczni;)